wtorek, 29 marca 2016

"Wszystkie kształty uczuć"
Edyta Świętek


Od smutku do radości. Od miłości do straty i żalu. Życie jest pełne uczuć. Wszystkich kształtów uczuć. 

Klaudia, młoda nauczycielka, dostaje posadę w niewielkiej szkole w podkrakowskiej wsi. Chociaż dziewczyna udaje przed światem, że jest szczęśliwa, w głębi duszy i serca skrywa wiele bolesnych wspomnień z dzieciństwa, które rzutują nie tylko na jej samopoczucie, ale i życiowe wybory. Już pierwszego dnia pobytu w nowym miejscu Klaudia wzbudza zainteresowanie w nieśmiałym miejscowym artyście, Dawidzie, którego miejscowa ludność uważa za dziwaka. Między młodymi ludźmi dość szybko zaczyna rodzić się nic porozumienia, sympatia i przyjaźń. Ale czy ich uczucie będzie miało szansę przerodzić się w coś więcej?

"Wszystkie kształty uczuć" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Edyty Świętek i było to spotkanie  finalnie udane, choć burzliwe. Przyznam, że przez pierwsze trzydzieści, może czterdzieści stron obawiałam się, że książka nie przypadnie mi do gustu. Nie mogłam wczuć się w emocje głównych bohaterów, historia wydawała mi się nudna i oklepana, a przede wszystkim przeszkadzała mi pierwszoosobowa narracja. Odłożyłam jednak "Wszystkie kształty uczuć" na kilka dni, a kiedy wróciłam do lektury, pochłonęłam ją w jeden wieczór. Chociaż fabuła nie jest zaskakująca, to jest to bardzo życiowa i poruszająca książka o tym, że każdy z nas, w swoim zwykłym, ludzkim życiu przeżywa feerię uczuć. Tylko od czego zależy, które z nich będą dominowały?

"Wszystkie kształty uczuć" to opowieść o nieszczęśliwej miłości oraz o tym, jak dzieciństwo i dom rodzinny wpływają na rozwój człowieka i jego wybory. Zarówno Klaudia jak i Dawid to pogubieni w życiu bohaterowie, którzy swoje przeszli i teraz miotają się w swoich uczuciach. Dodatkowo los nie chce dla nich tak, jak sobie tego wymarzyli i rzuca im kłody pod nogi, przez co nie są do końca szczęśliwi. Ale czy będzie tak już zawsze?  Muszę powiedzieć, że chociaż fabuła wydaje mi się być zwykła i przewidywalna, to zaskakujące zakończenie, które zaserwowała czytelnikowi Świętek powoduje, że nie mogę myśleć o tym utworze negatywnie. Zdecydowanie warto przeczytać tę książkę choćby dla zakończenia. Polubiłam też siłę, jaką autorka obdarza głównych bohaterów. Nie jeden człowiek w ich sytuacji już dawno by się poddał i zrezygnował, a oni dźwigają się po porażkach. Czytając ten utwór naprawdę im tego pozazdrościłam. 

Jeżeli chodzi o język, jakim posługuje się autorka, to jest on raczej potoczny i prosty. Choć fabuła jest problematyczna i nie koniecznie przypadnie do gustu miłośniczkom "lekkich" książek, to język sprawia, że gdy wejdziemy już w świat książki, czyta się ją z przyjemnością. Dialogi Świętek są wiarygodne, a opisy barwne i plastyczne, przez co czytelnik bez problemu może wyobrazić sobie zarówno bohaterów jak i miejsca czy ich stany emocjonalne. Jak już wspomniałam, narracja jest pierwszoosobowa, przez co mamy trochę zawężony punkt widzenia sytuacji, ale autorka sprawnie wybrnęła ukazując nam to, co dzieje się w głowach obu głównych bohaterów. 

Podsumowując, "Wszystkie kształty uczuć" to dobrze napisana książka obyczajowa o tym, że nie wszystko w życiu układa się po naszej myśli i czasem trzeba naprawdę dużo wycierpieć, by doświadczyć odrobiny szczęścia. Chociaż nie od razu przypadła mi do gustu, to z pewnością sięgnę po inne książki autorki by poznać jej twórczość. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu: 



wtorek, 22 marca 2016

Mini wywiad z Celeste Ng


1. Twierdzi się, że pisarze tworząc swoich bohaterów niejako wchodzą w ich skórę. W którego z bohaterów pani powieści najtrudniej było się pani wcielić? O którym najtrudniej się pisało i dlaczego?

Potrzebowałam trochę czasu, aby wejść w skórę Lydii, bo pod wieloma względami różnimy się od siebie: ja byłam dość ambitnym dzieckiem, mam też w sobie coś z buntowniczki. Jednak wszystkim postaciom dałam coś z siebie i z każdą w taki czy inny sposób się utożsamiam.

2. Skąd czerpała pani wiedzę na temat psychologii, kreując tak wiarygodne i realistyczne postaci bohaterów?
Chodziłam na zajęcia z psychologii na studiach! Głównie jednak dużo czytam i dużo myślę o innych ludziach i powodach, dla których postępują tak, nie inaczej. Ludzie zawsze mnie fascynowali i często próbuję sobie wyobrazić, jak byłoby żyć ich życiem. To pomaga mi w tworzeniu postaci.

3. Porusza pani w swoim utworze problem wyobcowania, "inności" i odrzucenia przez społeczeństwo oraz życia w rodzinie, w której każdy z jej członków tak naprawdę jest sobie obcy. Dlaczego? Czy temat odmienności jest pani wyjątkowo bliski? Jakie widzi pani metody, aby zmniejszać częstość występowania tych problemów w społeczeństwie?
Zawsze uderza mnie to, że ludzie, którzy znają się bardzo, bardzo dobrze, mimo to mogą mieć kłopoty z wzajemnym zrozumieniem. Komunikować się ze sobą możemy tylko przy użyciu języka, a język jest niedoskonałym narzędziem do wyjaśniania rzeczy nieuchwytnych, jak myśli i uczucia. Dlatego zawsze interesowało mnie, jak dobrze ludzie mogą się tak naprawdę poznać. Nie wiem, czy w ogóle można osiągnąć pełne zrozumienie, myślę jednak, że po prostu musimy wytrwale do tego dążyć.

wtorek, 15 marca 2016

"Były sobie świnki trzy" 
Olga Rudnicka 


„Jestem zdecydowanie przeciwna zabijaniu kogokolwiek poza własnym prywatnym mężem. Nie jestem psychopatką.”

W naszym społeczeństwie panuje przekonanie, że bycie żoną swojego męża ma pewne zalety. Bezapelacyjnie jest nimi pełne konto i nadmiar wolnego czasu, o czym wiedzą doskonale trzy zaprzyjaźnione kobiety: Jolka, Martusia i Kamelia (ewentualnie:Kama). W zamian za te dogodności wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Udawać że nie widzi się pewnych rzeczy i przede wszystkim ładnie wyglądać u ich boku. Nie za dużo też myśleć - właśnie wtedy układ zwany małżeństwem działa jak w zegarku. Ale do czasu… Kiedy Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że z wiekiem wszystkiego ludziom przybywa. Wokół ich oczu pojawiają się kurze łapki, atrakcyjne ciała zaczynają zdobić dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów... Cóż. Tam też jest kogoś więcej. Kobiet, oczywiście. Ale nie do końca właśnie ich. Kochających żon.  

Przez wzgląd na te niezbyt optymistyczne refleksje przyjaciółki postanawiają zmienić swój stan cywilny, zanim zrobią to ich mężowie. Rozwody nie są znowu takie złe. Tylko te nieszczęsne intercyzy… W tej sytuacji można zrobić tylko jedno. Zostać bogatą wdową i pozbyć się męża. I to nie jednego, bo wszystkich trzech. Żeby to było tylko takie proste…

"Były sobie świnki trzy" to moje kolejne już spotkanie z przebojową twórczością Olgi Rudnickiej i muszę przyznać, że było ono nie mniej udane niż poprzednie. Autorka kolejny raz stworzyła przezabawną, przeabsurdalną komedię kryminalną, podczas lektury czytelnik nie raz, a nawet nie dwa, tylko co najmniej kilkanaście razy wybucha głośnym śmiechem. Tym razem Rudnicka serwuje nam to wszystko podejmując bardzo powszechny społecznie temat zdrad, intercyz i samotności w małżeństwie. Podchodzi jednak do tego  tematu z tak dużym dystansem i dawką humoru, że stworzone przez nią dzieło zakrawa o "diabelski geniusz" i śmiem twierdzić, że taką historię mogła wymyślić tylko kobieta. Trzy główne, może nie za mądre bohaterki mają bowiem poważny problem. Właściwie dość typowy problem z jakimi boryka się wiele pań w okresie połowy życia. Ich bogaci mężowie obracają się w świecie pieniędzy, imprez, alkoholu i młodszych pań, podczas gdy im zostało pranie ich brudnej bielizny i marzenie o świętym spokoju z dala od tych nieprzyjemnych typów. Czy ślęcząc w domu i tęskniąc za wolnością jakakolwiek kobieta na tym świecie nie miałaby czasem morderczych wizji? Jestem pewna, że tak. Wyjątkowość tego utworu tkwi jednak w tym, że tutaj zdesperowane kobiety są trzy. A ich mężowie naprawdę paskudni. 

I tym razem, jak w swoim poprzednich książkach, z historii, która nadałaby się na prawdziwy, mroczny kryminał autorka stworzyła prawdziwie babską komedię pełną pomyłek, niespodziewanych zwrotów akcji, a przede wszystkim uśmiechu. Czytając tę książkę bawiłam się tak dobrze, jak mało kiedy. Chociaż działania bohaterek wydają się być niezwykle absurdalne, czytelnik śledzi ich poczynania niemal z zapartym tchem i kibicuje im ze wszystkich sił. Nie wiem, może to po prostu jakaś dziwna kobieca solidarność, ale naprawdę byłam ciekawa jak potoczą się mroczne plany głównych bohaterek wobec ich mężczyzn. Może osobom, które nie przepadają za komediami "Były sobie świnki trzy" wyda się pod względem fabuły naciągane i nie życiowe, ale  osobom lubiącym ten gatunek utwór nie może nie przypaść do gustu! 

Niezaprzeczalnym atutem książki Rudnickiej jest też lekki styl, potoczny język, a przede wszystkim niezwykły talent do tworzenia zabawnych dialogów, podszytych ironią opisów i wartkie prowadzenie akcji. Autorka umiejętnie buduje także napięcie, które udziela się czytelnikowi. Nie mówiąc już o genialnym zaskakującym zaskoczeniu.

Podsumowując, jeżeli szukacie relaksującej lektury, która wprowadzi Was w iście wiosenny nastrój, rozbawi, ale też da do myślenia, nie mogliście trafić lepiej! Polecam "Były sobie świnki trzy" wszystkim osobom mającym dość patrzenia na problemy w odcieniach szarości. Może w książce Rudnickiej nie będzie różowo, ale... Chociaż...? Czy uśmiercanie mężów  na kartach powieści naprawdę jest takie złe? Może to doskonały upust dla czyhających w każdej z kobiet, zabójczych skłonności, których nie są one w stanie wcielić życie? Nie, żebym namawiała Was do planowania morderstwa, nie! "Były sobie świnki trzy" to po prostu kawał dobrej babskiej literatury! 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



niedziela, 13 marca 2016

Wywiad z Agnieszką Krawczyk


fot. Julia Pająk
1.       Dzień dobry. Pani Agnieszko, bardzo się cieszę, że mogę ponownie gościć Panią na blogu i zadać kilka pytań. Raptem kilka dni temu ukazała się Pani kolejna książka, „Siostry”. Chociaż to na niej chcę się skupić w naszej rozmowie, nie mogę nie zapytać, jak czuje się Pani po sukcesie poprzedniej sagi.

Przyznam się, że pozytywny odzew, z jakim spotkała się saga „Magiczne miejsce” sprawił mi wielką przyjemność, ponieważ mam do tej serii ogromnie uczuciowy stosunek. Nie wiem, czy o tym kiedyś mówiłam, ale pierwsza część sagi, od której wzięła się nazwa całej serii, czyli „Magiczne miejsce”, to tak naprawdę pierwsza książka, którą napisałam. Ukazała się jako druga, po „Napisz na priv”, ale napisana była wcześniej. Pisałam ją całym sercem, miała to być książka, jaką ja, Agnieszka Krawczyk, chciałabym przeczytać. Można powiedzieć, że w dużej mierze stworzyłam ją dla siebie, przynajmniej taki był początkowy zamysł, że zostanie sobie w szufladzie. Życie potoczyło się jednak inaczej, książka dosyć szybko ujrzała światło dzienne. Teraz, w ubiegłym roku, przygotowując „Magiczne miejsce” do wznowienia poprawiłam powieść i rozszerzyłam niektóre wątki. Mam nadzieję, że jest teraz lepsza i pełniejsza. Ta seria była od początku planowana na trzy części, ale tak się rozpisałam, że potrzebowałam jeszcze jednego tomu, by rozwiązać główne wątki. Bardzo się cieszę, że ta saga znalazła wiernych czytelników, którzy nie mogą rozstać się z Idą – tak nazywa się powieściowe miejsce akcji – i wciąż pytają o kolejne tomy. To dla mnie znaczy, że powieści nie znudziły, a nawet wciąż jest w czytelnikach apetyt na więcej.

2.       Nowa saga, „Czary codzienności”, to nowe miejsca i nowi bohaterowie. Nie tęskni Pani za Idą, Sabiną, Krzysiem i Milą?

Zżyłam się z bohaterami poprzedniej sagi, nie będę tego ukrywała. Są dla mnie jak rodzina, dosyć długo zajmowałam się ich problemami i kłopotami. Przyszedł jednak czas na nową historię i weszłam w nią z ciekawością. Jakie będą nowe postaci i ich losy? Jakie będzie miejsce, w którym żyją? Czy małe miasteczko potrafi oczarować, czy wręcz przeciwnie – przeraża? „Czary codzienności” to dla mnie zupełnie nowa literacka przygoda, mam nadzieję, że dla czytelników też.

3.       „Siostry” to opowieść o skomplikowanych więziach rodzinnych. Skąd pomysł na fabułę tej powieści?

Nie mam siostry, ani w ogóle rodzeństwa. Lubię zatem obserwować rodziny, poznawać sekrety i skomplikowane relacje. Wiele osób zechciało się ze mną podzielić opowieściami o powikłanych losach swoich, i swego rodzeństwa, jestem za to bardzo wdzięczna. Od razu powiem, że historia Agaty, Danieli i Tosi powstała w mojej wyobraźni, nie jest odzwierciedleniem losów autentycznych, znanych mi osób. Moje obserwacje różnych rodzin były tutaj raczej inspiracją, pożywką dla rozwinięcia fabuły. Pomysłem bazowym były „poplątane siostry” – trzy dziewczyny, spokrewnione ze sobą, ale mające tak naprawdę różnych rodziców. Wydaje mi się, że bycie siostrami przyrodnimi nie zawsze jest łatwe, to czasem trudna miłość i relacja. Chciałam pokazać właśnie taki skomplikowany związek, gdzie miłość siostrzana nie jest bezwarunkowa, rodzi się po pewnym czasie, ale gdy już powstaje, jest mocna jak stalowa lina okrętowa. To jest książka o kobietach – matkach, siostrach i córkach. Jakie są nasze relacje z matkami, co myślimy o sobie nawzajem? Czy da się przezwyciężyć uprzedzenia, zapomnieć krzywdy, wybaczyć? Jeżeli ktoś odnajdzie w tych dylematach swoje problemy, a w książce jakąś odpowiedź dla siebie – bardzo się ucieszę.

4.       Zarówno Agata, jak i Daniela czy Tosia to bohaterki mające problemy z tożsamością. Co panią inspirowało podczas kreowania tych postaci?

Myślę, że zainspirował mnie współczesny świat. Mam wrażenie, że w pewnej mierze wszyscy mamy problemy z tożsamością. Mówiłam o tym już wcześniej – interesują mnie skomplikowane stosunki międzyludzkie, to jak określamy się wobec siebie nawzajem.  Moje bohaterki wciąż zadają sobie pytania, o to, kim naprawdę są, jak powinno potoczyć się ich życie. Błądzą i odnajdują się. Starają się nie iść na kompromisy, ale nie zawsze to jest możliwe. W ich życiu są kryzysy i sytuacje graniczne. Jak sobie z tym radzą? Najlepiej jak potrafią, ale ja nie zadecyduję czy to jest dobre, czy złe, bo nawet wykreowanym przez siebie postaciom przyznaję prawo do błędu i wyciąganie z tego nauki.

5.       Czy chcąc poruszać w książkach problemy natury psychologicznej konsultuje Pani z kimś te kwestie, czy zdaje się Pani na siebie i własne emocje?

Ja bardzo dużo czytam, także książek o psychologii, różnych obsesjach, kompleksach. Postać Agaty przyszła mi do głowy, gdy czytałam o osobach, które boją się bliskości. To bardzo ciekawy temat, jak chłód uczuciowy w rodzinie, może zaowocować w dorosłym życiu dziecka niechęcią do nawiązywania głębokich relacji z innymi. Agata co prawda wychowała się w szczęśliwym domu, ale to szczęście było dla niej skażone nieobecnością matki, o której odejście dziewczyna się obwiniała. Nie potrafiła o tym rozmawiać z dosyć surowym ojcem, ani z macochą. Wyrosła na osobę okaleczoną emocjonalnie i będzie musiała włożyć dużo pracy, żeby się „wyprostować”. Od razu powiem, że w kolejnej części zmierzymy się problem osobowościowym dotyczącym tym razem bohatera mężczyzny, czyli Jakuba. To także skomplikowana postać i dręczy go wiele demonów. Może już wreszcie czas na zmiany? Przekonamy się w drugim tomie.

6.       Zmysłowo to miasteczko pełne rozmaitych osobowości. Którego z bohaterów darzy Pani największą sympatią? O kim pisało się Pani najciekawiej?

 Cóż, moim faworytem jest weterynarz Jerzy Wilk. To człowiek dobry, z sercem na dłoni, ale jednocześnie trochę ponury i sarkastyczny. Taka mieszkanka wybuchowa. Wilk jest prawdziwym przyjacielem naszych bohaterek, zawsze mogą na niego liczyć, o czym przekona się jeszcze Agata, w dramatycznym momencie życia. Lubię też bardzo Danielę, która szybciej mówi niż pomyśli i jest osobą bardzo szczerą. Brak jej dyplomacji i czasem sama sobie szkodzi, ale ja uważam, że per saldo Daniela na tym zyskuje.

7.       Nie mogę nie zapytać też o to, dlaczego w „Siostrach” tak mało Filipa. Czy to celowy zabieg? W następnych częściach sagi będziemy mogli poznać go lepiej?

W kolejnej części dowiemy się o tej postaci nieco więcej, ale nie będzie to bohater pierwszoplanowy. Filip jest chłopakiem Agaty, ale ich związek przeżywa głęboki kryzys, właściwie się rozlatuje. Myślę, że czytelnicy mogą być trochę zaskoczeni, tym co „pokaże” nam w drugim tomie Filip. Jak to ocenią? Jestem bardzo ciekawa.

8.       Zmysłowo leży u podnóża gór. Dlaczego właśnie tam?

Lubię małe miasteczka w górach. To kraina mego dzieciństwa, rodzinnych wakacji. Mają dla mnie swój niepowtarzalny urok i czar. Do dzisiaj przyjemność sprawia mi obserwowanie niespiesznego tempa życia, pewnej powtarzalności zdarzeń. Inny klimat i nastrój niż w wielkim i do pewnego stopnia anonimowym mieście. Dla mnie góry są po prostu wspaniałe, wciąż zachwyca mnie ta mieszanina kolorów, zapachów i kształtów – wysokie drzewa, zagubione w lesie jeziorka, srebrzyste strumienie. Ponieważ pochodzę z Krakowa, góry są mi bliższe, mam do nich wielki sentyment. Mnie w ogóle fascynuje przyroda, zwłaszcza jej surowe piękno, monumentalność i ponadczasowa mądrość. Myślę, że obserwując naturę, możemy się wiele nauczyć o życiu, a góry są tu szczególnie metaforyczne.

fot. Księgarnia Matras
9.       „Siostry” jak i poprzednie Pani książki pełne są artyzmu. Czy mogę wyciągnąć z tego wniosek, że jest Pani miłośniczką sztuki? Jako pisarka na pewno ma Pani w sobie coś z artystki.

Osoby, które dobrze mnie znają, zadają mi czasem pytanie, dlaczego nie studiowałam historii sztuki. Nie wiem sama – może po prostu dlatego, że widziałam już te wszystkie obrazy? Oczywiście żartuję, ale naprawdę – sztuka to moja wielka pasja. Bardzo lubię oglądać dzieła malarskie, szczególnie interesują mnie kolory, jak przenikają się barwy i jak na płótnie przedstawiony jest nastrój. Staram się w podobny sposób malować słowami obrazy w moich książkach. Chciałabym, żeby czytelnik odczuł, zobaczył w wyobraźni to, o czym piszę. Jeśli opisany jest kolor, to marzę, by czytelnik go ujrzał tak, jak ja go widzę; gdy zapach – by poczuł aromat. Słowo jest jak pędzel malarza, można nim pokazać naprawdę dużo, właściwie wszystko. Jest plastyczne i odpowiednio użyte może uruchomić wyobraźnię odbiorcy, zagrać na jego uczuciach.

10.   Jest Pani także autorką kryminałów. Skąd ten dualizm?

Lubię oba gatunki. Mam wrażenie, że pisząc powieści obyczajowe i kryminały uzyskuję równowagę pomiędzy romantyczną a zdroworozsądkową częścią mej natury. Już to tłumaczę – powieść obyczajowa jest dla mnie gatunkiem bardziej pojemnym. Jest tu miejsce na wielowątkowe fabuły, rozmaitość bohaterów, psychologiczne przemyślenia i opisy. Czytelnik nie obrazi się o 500 stron powieści obyczajowej, przy takiej objętości kryminału może zacząć zgrzytać zębami. Kryminały piszę poza tym z bardzo dokładnym planem. Długo nad nim pracuję, mam rozpisany każdy rozdział. Gdy siadam do pisania, zerkam od czasu do czasu na plan i pracuję. Z powieścią obyczajową jest inaczej – tutaj mam rozplanowaną ogólną oś fabuły, główne wydarzenia i konflikty, dopuszczam swoich bohaterów do głosu, pozwalam im kształtować świat. W kryminale bohater nie ma prawa mnie zaskakiwać. Zakończenia zdarza mi się przerabiać kilka razy, by osiągnąć efekt, który mnie satysfakcjonuje, tu nie ma miejsca na dygresje, opisy i poetycki język. Kryminał to konkret i mroczna atmosfera, przynajmniej u mnie.

11.   Ostatnio trafia do nas, do Czytelników, więcej Pani obyczajowych książek. Czy to znaczy, że ten gatunek stał się Pani ostatnio bliższy?

To prawda, ostatnio było sporo powieści obyczajowych. Dobra wiadomość jest taka, że pracuję też nad kryminałem, ukaże się zapewne w przyszłym roku. Nawiązując do jednego z Pani poprzednich pytań – jest to kryminał o sztuce. Będzie ona odgrywała wielką rolę w fabule i tworzyła nastrój powieści. Nie chcę mówić nic więcej, ale będzie to współczesny kryminał, a akcja jest usytuowana w Wiedniu, mieście, które bardzo lubię.

12.   Kiedy możemy spodziewać się kontynuacji „Sióstr”? Przyznaję, że ja nie mogę się jej już doczekać!

Drugi tom „Przyjaciele i rywale” wyjdzie zapewne jesienią. Trzeba będzie jeszcze poczekać, ale zapewniam, że warto. Pracuję nad tą książką bardzo intensywnie i mam nadzieję, że sprawi czytelnikom przyjemność.

13.   Na zakończenie, tradycyjnie już, proszę Panią o zachęcenie Czytelników Informatora do lektury „Sióstr”.

Proszę sobie wyobrazić małe urokliwe, choć niepozbawione wad miasteczko w górach i trzy siostry. Bohaterki stają w obliczu wielkiej życiowej zmiany. Jak sobie z nią poradzą i czy wyciągną wnioski na przyszłość – to jest temat tej książki. Dziewczyny otacza magia codziennych prostych czynności, królestwo barw i zapachów, które woła „chwytaj dzień, ciesz się chwilą”. Niech nas zaczaruje ten świat, spróbujmy razem z bohaterkami znaleźć to, co zagubione, uporządkować swoje życie, wreszcie - zakochać się. Serdecznie zapraszam do wejścia w ten świat. Mój świat.

14.   Pani Agnieszko, bardzo dziękuję za rozmowę i poświęcony czas. Jestem wielką fanką Pani twórczości. 
Ja też ogromnie dziękuję, to była przyjemność. Pozdrawiam wszystkich sympatyków Informatora Czytelniczego, a Pani życzę dalszych sukcesów literackich, bo śledzę Pani twórczość z dużą przyjemnością.

sobota, 12 marca 2016

"Mężczyzna doskonały" 
Jennifer Probst 


Czy mężczyźni doskonali istnieją? Czy z nieudacznika da się zrobić faceta idealnego? Oczywiście, że tak. Ale tylko, gdy zabierze się za to kobieta... 

Nowa ksiażka Jennifer Probst to nieco zwariowana, nieco zabawna, ale za to bardzo romantyczna opowieść o dwójce pogubionych w życiu młodych ludzi mających kłopoty z wiarą w siebie i wchodzeniem w związki. Czy rodzące się między nimi uczucie przezwycięży przerażające duchy przeszłości i kompleksy, z którymi się zmagają?

Biuro matrymonialne Happy Ending robi furorę w Verily, elitarnym osiedlu pod Nowym Jorkiem. Choć prowadzą je trzy młode kobiety, prym wiedzie Kennedy Ashe, konsultantka i doradczyni o figurze i urodzie topmodelki, która uwielbia łączyć ludzi w pary i szczęśliwe zakończenia. Kennedy sprosta każdemu wyzwaniu, nawet jeśli okaże się nim świeżo pozyskany klient Nate Ellison Raymond Dunkle, marzący o małżeństwie dziwak do sześcianu. Nate konstruuje statki kosmiczne, ma wiecznie tłuste włosy i uwielbia chodzić w poplamionym kawą białym fartuchu. Kennedy, dla dobra swojej agencji, podejmuje się więc misji przeobrażenia koszmarnego niedołęgi w najbardziej pożądane ciacho na małżeńskim rynku Verily. Zabiera go do kosmetyczki, fryzjera, na zakupy i uczy flirtu. Podczas wszystkich tych zabiegów zaczyna zauważać, że ona i Nate są do siebie niepokojąco podobni. Czy pójdzie za głosem serca? A może lęk spowodowany wydarzeniami z przeszłości skaże ją na samotność, zaś Nate właśnie dzięki niej i agencji Happy Ending znajdzie prawdziwą miłość i ułoży sobie życie z inną kobietą?

"Mężczyzna doskonały" to kolejna już książka Jennifer Probst, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością. Choć od początku możemy przewidzieć zakończenie opisywanej przez autorkę, romantycznej historii, książkę czyta się bardzo lekko i ciężko się od niej oderwać, a wyważone, "pikantne" sceny i problemy, z którymi zmagają się na co dzień bohaterowie sprawiają, że nie jest to historia przesłodzona. Probst opisuje trudną miłość między klientem a przełożoną, w której rozum walczy z sercem, a robi to w sposób lekki i smaczny. Nie sposób nie polubić wykreowanych przez nią postaci: pełnej kompleksów Kenndey, która stara się maskować je za perfekcyjnym wyglądem i z wszelkich sił stara się zaprzeczać temu, że zakochała się w kliencie oraz Nate, który, choć jest trochę dziwny, ma w sobie ogrom uroku i naprawdę wie, jak zdobyć serce kobiety. Momentami, śledząc jego poczynania gdy walczy o Kennedy, nie sposób się nie uśmiechnąć. Z pewnością pasuje do niego powiedzenie, że pozory mylą i zaskoczy swoim zachowaniem nie jednego Czytelnika. 

Choć "Mężczyzna doskonały" to lekka i przyjemna opowieść o miłości, jest to także historia o dwójce zagubionych ludzi. Zarówno Nate jak i Kennedy mają problem z pewnością siebie i angażowaniem się w relacje z innymi ludźmi. Los doświadczył każdego z nich. Kennedy kompensuje swoje problemy pomaganiem innym ludziom we wchodzeniu w związki i z wszystkich sił wypiera z głowy myśli o tym, że i ona pragnie stabilizacji, a Nate, może świadomie, a może nie, odpycha od siebie kobiety. Dopiero rodzące się między nimi, całkowicie niespodziewane uczucie sprawia jednak, że zrzucają swoje maski i odnajdują siebie. 

Podsumowując, "Mężczyzna doskonały" to bardzo romantyczna i lekko napisana historia o nieco zwariowanej miłości. Jeżeli macie ochotę na lekturę historii, podczas której porządnie się wzruszycie i uśmiechniecie (i to nie jeden raz), powinniście zwrócić uwagę na tę pozycję. Probst i jej zabawne, nieco bajkowe opowieści już od jakiegoś czasu królują na półce z moimi ulubionym książkami. Zdecydowanie warto przyjrzeć się jej twórczości. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu: 



czwartek, 10 marca 2016

"Siostry"
Agnieszki Krawczyk 



Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier roku 2016. 



"Agata się uśmiechnęła. To prawda, choć nigdy się nad tym nie zastanawiała. Ile wspaniałych chwil marnujemy zamartwiając się lub rozpamiętując jakieś złe wydarzenia? Przychodzi kolejny dzień, gdy można zacząć wszystko na nowo, a co złe, trzeba zostawić za sobą."

"Siostry" to pierwsza część nowej sagi, "Czarów codzienności", autorstwa jednej z moich ulubionych autorek, Agnieszki Krawczyk. Podobnie, jak poprzednie książki autorki, jest to pięknie opowiedziana historia pełna sztuki i barwnych opisów, w której, choć nie brakuje problemów, życie wydaje się być jakieś takie... bardziej malownicze i piękniejsze niż w rzeczywistości. Z przyjemnością spędziłam czas na lekturze tej książki i gorąco Wam ją polecam. Jak dla mnie - lektura wręcz idealna.

Agata  chce poznać prawdę o swojej przeszłości. Kiedy dostaje zawiadomienie o śmierci matki, której nigdy nie znała, razem z przyrodnią siostrą, Danielą, jedzie do Zmysłowa. Jest to maleńkie miasteczko w górach. Agata ma nadzieję, że znajdzie w nim odpowiedź na pytania, które dręczyły ją całe życie i dzięki wiedzy o matce upora się z  problemami z własną tożsamością. Zadanie okazuje się jednak nie być takie proste.W Zmysłowie czeka na Agatę dziewięcioletnia dziewczynka, Tosia, jej druga przyrodnia siostra, o której istnieniu dziewczyna nie miała pojęcia. Kto jest jej ojcem? Dlaczego matka ukrywała jego tożsamość? 

Miasteczko, a także mała siostra i nieduży kiosk, zatrzymają Agatę i Danielę na dłużej.Otoczą ich ludzie – dobrzy, ale też i ci mniej życzliwi. Pojawią się wierni przyjaciele, ale i wrogowie. Agata zyska oddanych sojuszników: miejscowego weterynarza-dziwaka, Jerzego Wilka i Julię Kovacs – Węgierkę, która związała swój los z Polską. Pojawiające się nagle siostry wpłyną na życie wielu osób, zmieniając ich w zaskakujący sposób. Gdzieś w tle zamajaczy wielkie uczucie. Miłość pomimo wszystko i bez pytań „dlaczego?”.Niech zatem uwiedzie Was magia małego miasteczka w górach, położonego wśród lasów i pachnących kwiatami łąk.Czary codzienności – one odmienią losy sióstr, pozostałych mieszkańców Zmysłowa, a może odmienią i nas…

Agnieszka Krawczyk po raz kolejny urzekła mnie opowiadaną przez siebie historią. "Siostry" to piękna opowieść o problemach z tożsamością osadzona pośród malowniczych krajobrazów. Agata zmaga się z konsekwencjami braku matki w dzieciństwie i dopiero po kilkudziesięciu latach dane jej jest poznać historię kobiety, której kiedyś tak bardzo było jej brak. Daniela natomiast ma sporo kompleksów, które utrudniają jej wiarę w siebie i własną kobiecość, a kilkuletnia Tosia staje przed niepewną przyszłością, przed którą mogą uchronić ją jedynie starsze siostry. Autorka sprawnie opisuje ich rozterki, dylematy i dążenie do rozwiązywania problemów. Wykreowane przez nią portrety bohaterów są nader realne. W utworze nie ma też ani grama przesady, niczego szokującego, życie mieszkańców jest wyjątkowo spokojne. Przedstawione problemy są ludzkie, miłość nieco stłamszona codziennością, a bohaterki niosą bagaże nie tylko pozytywnych doświadczeń. Czyż nie taka właśnie jest rzeczywistość?

Po raz kolejny oczarował mnie też lekki styl Agnieszki Krawczyk, jej subtelne i barwne opisy oraz niesamowity klimat stworzonej przez nią opowieści. Jak gdyby Zmysłowo owiane było jakąś magiczną aurą ciepła i spokoju. Towarzysząc bohaterom podczas lektury "Sióstr" niejednokrotnie ma się wrażenie, że nie patrzy się na nich oczyma wyobraźni, ale towarzyszy im w zmaganiach z codziennością. Siedzi z nimi przy stoliku przed kioskiem, skąd widać górski krajobraz albo śpi w pracowni pełnej obrazów pod szklanym sufitem. Język autorki jest przy tym tak piękny i malowniczy, że niemal czuje się zapach rosnących dookoła domu Ady ziół czy czuje smak ulubionej oranżady bohaterów. "Siostry" to kolejna już powieść Krawczyk, która pełna jest sztuki. Tym razem autorka zabiera nas do świata malarstwa i wyrabiania figurek ze szkła, co jest dodatkowym atutem utworu. To doskonała książka na poprawę humoru, ma w sobie ogrom ciepła, magii i niesamowitą zdolność do odpędzania smutków.

Podsumowując, jeżeli macie ochotę na piękną, delikatną powieść obyczajową, która odpręży was i na kilka chwil przeniesie do zupełnie innego, lepszego świata, sięgnijcie po "Siostry". Ja prozę Agnieszki Krawczyk pokochałam już dawno, ale nieustannie budzi ona mój zachwyt. Spróbujcie, a nie pożałujecie. Obawiam się tylko, że jeżeli już zaczniecie czytać "Siostry", będziecie chcieli więcej i sięgniecie także po pozostałe książki autorki. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom "Czarów codzienności"! 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


poniedziałek, 7 marca 2016

"Wszystko czego wam nie powiedziałam"
Celeste Ng


"Lydia nie żyje. Jeszcze tego jednak nie wiedzą..." Tak zaczyna się ta  debiutancka powieść Celeste Ng, którą niedawno wydało wydawnictwo Prószyński i S-ka. Poruszająca i trudna opowieść o tym, jak niewiele wiemy o naszych najbliższych oraz jak trudno jest dopasować się do otaczającej rzeczywistości, gdy zawsze jest się "innym".

"Wszystko czego wam nie powiedziałam opowiada o rodzinie Amerykanów chińskiego pochodzenia mieszkającej na prowincji w Ohio w latach siedemdziesiątych. Lydia jest oczkiem w głowie Marilyn i Jamesa Lee. Odziedziczyła po nich urodę: jasne niebieskie oczy matki i kruczoczarne włosy ojca. Rodzice pragną, by Lydia spełniła marzenia, które sami kiedyś musieli porzucić. Matka chce, żeby została lekarzem, nie gospodynią domową, a James, żeby prowadziła bogate życie towarzyskie, wtapiała się w tłum. Kiedy policja odnajduje ciało Lydii w pobliskim jeziorze, równowaga panująca w rodzinie Lee ulega gwałtownemu zaburzeniu i zmusza domowników do stawienia czoła długo skrywanym tajemnicom, które powoli oddalały ich od siebie. James, nękany poczuciem winy, decyduje się na nierozważny krok, który może doprowadzić do rozpadu jego małżeństwa. Marilyn, zdruzgotana i żądna zemsty, postanawia za wszelką cenę odnaleźć winnego śmierci jej córki. Starszy brat Lydii, Nathan, jest pewien, że osiedlowy łobuziak, Jack, maczał palce w tym, co spotkało jego siostrę i dąży to zemsty. Jedynie to najmłodsze dziecko w rodzinie, pomijana i zapomniana przez wszystkich Hannah, dostrzega znacznie więcej niż, wszyscy przypuszczają, i być może tylko ona zna całą prawdę.... 


„Wszystko, czego wam nie powiedziałam” to trudna i poruszająca opowieść o rodzinie, która, choć mieszka pod jednym dachem, jest sobie wyjątkowo obca. Śmierć Lydii nie jest pierwszą tragedią, która spotkała bohaterów, ale dopiero ona sprawiła, że stało się to, co nieubłagane. Rodzinne sekrety, tajemnice, niedomówienia, półprawdy i skrywane marzenia biorą górę nad rzeczywistością i wybuchają niczym bomba, niszcząc spokój panujący w domu Jamesa i Marilyn. Autorka nakreśla przed czytelnikiem wiarygodny  portret rodzinny. Przedstawia  rozluźniające się relacje, powolne oddalanie się od najbliższych, a także konflikty wewnątrzrodzinne, które ukazują sposoby, w jakie matki i córki, ojcowie i synowie, mężowie i żony przez całe życie usiłują się nawzajem zrozumieć.  Celeste Ng maluje przed nami barwne portrety psychologiczne członków jednej rodziny. Pokazuje czytelnikowi, że bardzo łatwo jest rodzicom (choć nie tylko im) zapędzić się w swoich dążeniach i nie zwracać uwagi na to, co dzieje się z dorastającą córką. Każdy z nas jest w pewnym stopniu egocentrycznym egoistą. Czasem jedynie ci, którzy wydają się być pomijani i niewiele znaczący, widzą o wiele więcej, niż my, zapatrzeni w siebie i swoje problemy.

"Wszystko czego wam nie powiedziałam" to także książka o podziałach międzykulturowych, które, pomimo tego, iż świat staje się powoli globalną wioską, nadal są obecne. James, Azjata, który dorastał w Stanach, zawsze czuł się odrzucony, obcy i niepasujący do reszty ludzi. Za wszelką cenę chciał więc oszczędzić doświadczania izolacji i upokorzeniom dzieciom i starał się nie widzieć, że nie wystarczy tylko chcieć, żeby zmienić rzeczywistość. Natomiast Marylin, która zawsze czuła się taka sama, jak wszyscy, już od dzieciństwa dążyła do tego, by się wyróżnić. Jako jedyna w szkole pragnęła chodzić na zajęcia techniczne, a nie uczyć się robótek domowych, a potem oddała serce przedmiotom ścisłym. Swoje niespełnione marzenia za wszelką cenę próbowała zrealizować kosztem córki, która, mając ważny dla siebie powód, nie mogła sprzeciwić się matce. Celeste Ng zestawia więc w utworze pragnienie zlania się z tłumem pragnieniu bycia innym. Czy dwoje tak różnych ludzi może, na dłuższą metę, stworzyć szczęśliwy związek?

Podsumowując, "Wszystko czego wam nie powiedziałam" to problematyczna, dobrze napisana powieść o tym, że życie nie jest idealne, a niedomówienia i półprawdy wcale nie rozwiązują konfliktów, ale je zaostrzają. Autorka pokazuje nie tylko problemy zmagającej się z wchodzeniem w dorosłość nastolatki, ale powolny rozpad jednostki społecznej, jaką jest rodzina. Polecam głównie wszystkim miłośnikom prozy ze sporą domieszką psychologii. Ciekawy utwór.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: