wtorek, 31 maja 2016

"Promyczek" - Kim Holden



"Jesteście dzielni. A teraz idźcie, stwórzcie legendę! To rozkaz. Zróbcie to. Proszę."

Zazwyczaj, pisząc recenzję, staram się być choć trochę obiektywna, ale tym razem wybaczcie, nie będę. Wychodzę bowiem z założenia, że jeżeli jakaś książka potrafi wstrząsnąć mną do tego stopnia, że płaczę, nieprzerwanie, przez ok. sto pięćdziesiąt stron, to nie warto mówić o niczym innym, poza tym, że jest pisana emocjami. Dziś napiszę więc właśnie o nich. Bo bardzo dawno żadna książka nie rozerwała mi serca, nie zachwyciła i nie wzruszyła tak, jak "Promyczek". Choć skończyłam czytać go już kilka dni temu, nadal nie mogę otrząsnąć się z emocji, które wzbudziła we mnie autorka. Kocham tę książkę. 

Kate jest wyjątkową osobą. Choć wiele w życiu przeszła, ma w sobie trudne do opisania pokłady radości i optymizmu. Idzie przez życie z podniesioną głową i cieszy się każdą drobnostką, jaką napotyka na swojej drodze. Pomimo problemów i tragedii zachowuje  pogodę ducha, nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczkiem. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. To właśnie dlatego, gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie, kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać niepozornego chłopaka, Kellera Banksa. Jednak oboje to czują. To miłość już od pierwszego wejrzenia. Niestety, oboje mają też swoje powody, by walczyć z tym uczuciem. Oboje skrywają tajemnice, które, gdy już wyjdą na jaw, mogą uzdrowić, ale mogą też zniszczyć. Wszystko. 


"Promyczek" to książka wyjątkowa, z wielu powodów. Po pierwsze, dlatego, że wyjątkowa jest Kate. która zdecydowanie różni się od przytłoczonych życiem bohaterek, które zwykle spotykamy w książkach. Kate jest bohaterką, która zapada w pamięć oraz porusza serca, jest wspaniała, cudowna i niespotykana, trochę niedzisiejsza. A to wszystko dlatego, że to dziewczyna nieskazitelnie dobra. Po prostu. Choć los nie był dla niej łaskawy, cieszy się życiem, a dodatkowo zaraża swoim optymizmem wszystkich dookoła. Ludzie kochają ją i uwielbiają. Myślę, że jej historia i nastawienie do świata skłoni do refleksji nad sobą nie jedną użalającą się z nieistotnych powodów, czytelniczkę. Mi osobiście postać Kate bardzo dała do myślenia.

Po drugie, nie wiem, jak Kim Holden to zrobiła, ale z pewnością nie napisała tej książki słowami, lecz emocjami. Choć na początku historia wydaje się zwykła, nie dajcie się zwieść. Kim Holden, z każdą kolejną stroną, będzie coraz bardziej wciągała was w świat Kate, Gusa i Kellera. Świat ich przemyśleń, rozterek i emocji. Obnaży przed wami ich myśli, pragnienia i serca. Ta książka prowadzi was przez tak wiele emocji, że po jej lekturze nie będziecie w stanie się pozbierać, zasnąć, skupić na czymkolwiek, a przede wszystkim zapomnieć. Historia Kate wstrząsa, rozczula, porywa i miażdży serce, a wszystko tym, że jest spokojna i prosta. Nie ma w niej żadnych porywów, złości i gniewu. Jest tylko dobro, ciepło, piękno i miłość. Uczucia i doznania, o których świat już dawno zapomniał. I chyba właśnie dlatego "Promyczek" tak bardzo daje do myślenia. Nad sobą i nad swoim życiem. 

Na zakończenie powiem Wam tak: pokochałam "Promyczka". Mimo tego, że Kim Holden złamała mi serce. Z niecierpliwością czekam na drugi tom, który już jesienią. Bardzo brakuje mi Kate, Kellera, a przede wszystkim Gusa, który wzbudził we mnie pokłady wyjątkowej sympatii. Już nie mogę się doczekać, aż poznam jego historię.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu: 






wtorek, 24 maja 2016

"Niebezpieczne kłamstwa" - Becca Fitzpatrick


Kłamstwa są złe i niedobre. Nie wolno kłamać. Kłamstwo zawsze przynosi szkodę i nigdy nie wynika z niego nic dobrego. Powinniśmy brzydzić się kłamstwem i go unikać. 
Ale czy na pewno? 

"Stella to nie jest moje prawdziwe imię. Thunder Basin w Nebrasce nie jest moim prawdziwym domem. Po tym jak byłam świadkiem groźnego przestępstwa, zostałam objęta programem ochrony świadków i wysłana do spokojnego miasteczka na końcu świata. Moje życie rozpadło się na milion kawałków. Nie potrafię się tu odnaleźć. Miałam rozpocząć ostatni rok liceum. Miałam być z chłopakiem, którego kocham, ale zostaliśmy rozdzieleni. Teraz w moim życiu pojawił się ktoś inny – czy mogę mu zaufać? Coraz trudniej jest mi ukrywać uczucia. Coraz trudniej jest też kłamać… Im bardziej czuję się bezpieczna, tym większe grozi mi niebezpieczeństwo."


Książki Firzpatrick pokochałam, odkąd trafiła w moje ręce jej fenomenalna powieść "Black Ice", którą do tej pory mam w głowie. Jeszcze żadna autorka nie wciągnęła mnie w wykreowany przez siebie świat do tego stopnia, że niemal fizycznie czułam panujący w utworze chłód i razem z bohaterami przedzierałam się przez hałdy śniegu. Z wielką przyjemnością sięgnęłam więc po najnowszą książkę autorki i... pochłonęłam ją na raz. 

Becca Fitzpatrick lubi w swoich utworach przybliżać czytelnikom bardzo atrakcyjne, choć mało poruszane w literaturze tematy, tym razem postawiła na program ochrony świadków. Estella, główna bohaterka książki, to dziewczyna, która była świadkiem bardzo poważnego przestępstwa, przez co musi się ukrywać i zmienić tożsamość. Choć dla nikogo nie byłoby to łatwe ani przyjemne, dla Stelli konieczność innego życia jest wyjątkowo trudna. Gdzieś tam, w przeszłości, została jej matka i chłopak, za którymi bardzo tęskni, a na domiar złego emerytowana policjantka, u której przyszło jej mieszkać, to niesamowicie restrykcyjna osoba. Gdyby tego było mało, Stella zwraca na siebie uwagę kogoś, kogo nie powinna... Czy przeszłość ją odnajdzie?

"Niebezpieczne kłamstwa" to wyjątkowa książka, która wciąga już od pierwszych stron, a do tego naprawdę wstrząsa czytelnikiem. Pełna jest emocji, strachu, ale też wiary w lepsze jutro, które, niestety, nie nadchodzi tak szybko, jak by się chciało... 

Największą, w moim odczuciu, zaletą tego utworu, jest niesamowicie wiarygodna i przemyślana kreacja głównej bohaterki. Autorka ukazuje nam Stellę w bardzo trudnej sytuacji, w której nie umiałby odnaleźć się nie jeden dorosły, a mowa zagubiona, poszukująca swojej tożsamości nastolatka. To bardzo ciekawy temat i przyznam, że nie spotkałam się z nim jeszcze w żadnej z książek. Dodatkowo autorka wiarygodnie ukazuje nam świat wewnętrznych przeżyć Estelli. Nie tylko śledzimy jej losy, lecz poznajemy myśli, rozterki i obawy. Tak samo, jak ona, boimy się jej przeszłości i martwimy o przyszłość. Czujemy niepewnie, uważamy na każde słowo, każdy krok i staramy nie odwracać, gdy słyszymy za plecami jakiś głośny dźwięk. Fitzpatrick ma niesamowity talent do wzbudzania w czytelnikach emocji. One nie są zasiane jedynie na kartach powieści, ale podczas jej lektury wręcz fizycznie udzielają się czytelnikom. 

Ale Stella nie jest zahukaną sierotką. Choć miota się, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić, jest twarda i zaradna. Nie zamierza dać się zastraszyć i z podniesioną głową stawia czoła rzeczywistości. To niesamowita bohaterka, z którą, pomimo, że czasami się jej nie lubi, wiele dziewczyn z pewnością się utożsami. Tak samo, jak wielu z pewnością przypadnie do gustu pojawiający się u boku Stelli, niesamowicie przystojny i czarujący Chet... 

"Niebezpieczne kłamstwa" to książka, którą naprawdę wam polecam. Autorka podbiła moje serce już "Blac Ice", a "Niebezpiecznymi kłamstwami" jeszcze tę miłość podgrzała. Na pewno sięgnę po jej kolejne utwory. A wy?


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie: 


niedziela, 15 maja 2016

"Ja, kochanka" - Karolina Wilczyńska

Łatwo jest nam oceniać. Kiedy w jakimś związku pojawia się zdrada, bardzo szybko przypinamy ludziom łatki. Zdradzający mężczyzna (statystycznie panowie robią to częściej, stąd ten schemat), to łotr, który z premedytacją krzywdzi żonę, często dzieci i nie ma serca. A zdradzana kobieta to naiwna sierotka, która w żaden sposób nie zasłużyła na swój los. Jest jeszcze ta trzecia. Ta zołza, franca i żmija - kochanka. I to właśnie o niej pisze Karolina Wilczyńska w swojej najnowszej książce... 

Nie ma znaczenia, kim jest ona ani kim jest jej ukochany, na którego zwykła mawiać U. W ich historii liczą się tylko emocje i pożądanie. Kochanka to przeciętna kobieta. Nie nosi wysokich szpilek ani przesadnie o siebie nie dba. Jest zwykła, normalna. Tylko miłość w jej życiu zjawiła się w nieodpowiednim czasie, ale czy w wypadku uczuć to w ogóle ma znaczenie? Ale kochanka wierzy, że wkrótce wszystko się zmieni. Że połączy się na zawsze ze swoim ukochanym i stworzą normalny związek. Nim jednak to się stanie, postanawia zapisywać swoje przeżycia, by dać ujście emocjom. Pragnie pokazać prawdziwe – piękne i trudne zarazem – oblicze miłości. Bo gdy w grę wchodzi zakochanie, nie ma przecież miejsca na racjonalizm. Niepohamowana namiętność przeplata się w jej życiu z zazdrością, a radość z niepewnością i strachem. Bo czy tkwiąc w tak niepewnej relacji, można czegokolwiek być pewną?

"Ja, kochanka", to pierwsza książka Karoliny Wilczyńskiej, w której wychodzi poza ramy ugrzecznionych obyczajówek i daje się poznać czytelnikowi z innej strony. Muszę powiedzieć, że sięgnęłam po tą książkę, żeby zobaczyć, jak autorka, która wspaniale sprawdza się w pachnącej konfiturami serii o Jagodnie, poradzi sobie w mniej sielankowej tematyce. Czy jestem usatysfakcjonowana? Można powiedzieć, że tak. Książka spodobała mi się i nie żałuję czasu poświęconego na jej lekturę, choć, po opisie na okładce, spodziewałam się nieco innej treści. 

"Ja, kochanka" to nie jest typowy erotyk. Chociaż pożądanie, rzeczywiście, odgrywa w niej dużą rolę, to nie jest to, w moim odczuciu, książka pikantna. W erze "Pięćdziesięciu twarzy Grey'a", "Ja, kochanka" wydaje się być książką wręcz grzeczną. To nie jest utwór, w którym na każdej stronie czytamy o jednym i tym samym. Autorka nie skupia się w niej na cielesności, ale psychice głównej bohaterki. Bardzo dużo czasu poświęca na jej rozważania, ukazuje jej myśli, emocje, niezaspokojoną potrzebę bliskości i tęsknotę. Ukazuje nam kobietę rozdartą. Z jednej strony szczęśliwą, bo docenioną, czującą się piękną i pociągającą, ale z drugiej - bardzo samotną i żyjącą w niepewności. Bo kochanka ciągle czeka. Przez kolejne dni, weekendy i święta. Na to, aż ukochany znajdzie dla niej czas. Na to, że wpadnie na kilka chwil i będą mogli być razem. Aż w końcu na to, że zostawi dla niej żonę i będzie tak, jak jej obiecywał: spędzą życie ze sobą nawzajem. 

Książka Karoliny Wilczyńskiej to bardzo realistyczny i wiarygodny portret kobiety. Gdy w literaturze aż roi się od obrazów cierpiących, porzuconych żon, autorka decyduje się na pokazanie zdrady o tej drugiej, innej strony, co jest, w moim odczuciu, bardzo trafionym zabiegiem. Zdecydowanie największym plusem tego utworu jest właśnie kreacja głównej bohaterki. Czuć w tym tekście, że autorka ma sporą wiedzę z zakresu psychicznego funkcjonowania człowieka i sprawnie wykorzystuje ją, do zaskarbienia sobie uwagi czytelnika. Podoba mi się też sposób opowiadania przez autorkę historii. Pierwszoosobowa narracja pozwala nam wniknąć w głowę kochanki, a bardzo krótkie, pełne emocji rozdziały, sprawiają, że książka wciąga i chce się ją czytać dalej. 

Jeżeli więc chcielibyście na chwilę wczuć się w rolę kochanki i poznać temat zdrady od tej drugiej, można powiedzieć "czarnej" strony, "Ja kochanka" to książka, na którą powinniście zwrócić uwagę. Nie jest to typowy erotyk, (ale bardzo dobrze, bo ile można?!) a wnikliwe przedstawienie myśli i emocji głównej bohaterki nadaje tej książce wyjątkowego wydźwięku. Polecam. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 





wtorek, 10 maja 2016

'Ile kosztują marzenia" - Melissa Hill

Macierzyństwo ma różne oblicza. Dla niektórych kobiet jest tym upragnionym i wyczekanym, a dla drugich niezbyt przyjemną niespodzianką, która zepsuje wszystko. Jak by jednak nie podchodzić do ciąży, bycia matką i dziecka, jego pojawienie się zawsze zmienia wszystko. Pytanie tylko - dla kogo na lepsze, a dla kogo na gorsze?

Kiedy na schodach kawiarni Elli zostaje znalezione niemowlę, wszyscy zadają sobie pytanie – jacy rodzice są w stanie porzucić własne dziecko?

W "Ile kosztują marzenia" poznajemy trzy różne kobiety, mierzące się z tematem macierzyństwa. Jedną z nich jest Hollywoodzka aktorka, Ruth Seymour, która wraca do rodzinnego Lakeview na kilka letnich miesięcy. Niestety, przed samym wyjazdem, za sprawą burzliwej nocy z przystojnym aktorem, zrobiło się o niej głośno w mediach. Ruth wraca do domu w atmosferze skandalu, a na dodatek ma okropne przeczucia - czy jej jednorazowa przygoda z przystojnym kolegą z planu nie będzie miała poważniejszych konsekwencji?
Z kolei Jess czuje się coraz bardziej obco w towarzystwie przyjaciółek, które niedawno zostały mamami. Z przykrością odkrywa, że ma z nimi coraz mniej wspólnych tematów. Te dwie rozmawiają tylko o dzieciach, pieluchach, pierwszych ząbkach i krokach. Przerażona, że wkrótce może je całkiem utracić, postanawia jak najszybciej zajść w ciążę. Jednak czy na pewno jest gotowa na macierzyństwo? I co na tę zmianę w jej nastawieniu do dzieci powie mąż? 
Natomiast Nina, po paskudnym rozstaniu z partnerem, wprowadza się do ojca, Patricka, z którym od dawna nie utrzymywała kontaktu. Nie dość, że w swoim dawnym domu czuje się obco, to jeszcze ma wrażenie, że jest zupełnie sama z pilnie strzeżonym sekretem. Czy odważy się go w końcu zdradzić? I co z tego wyniknie? 

Jedno jest pewne: ktoś w miasteczku wie więcej, niż się do tego przyznaje. A prawdy nie można przecież ukrywać wiecznie…

"Ile kosztują marzenia" Melissy Hill to moje pierwsze  spotkanie z twórczością tej autorki i muszę przyznać, że jestem tą książką pozytywnie zaskoczona. Sięgając po nią, nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie wciągnie. Historie Ruth, Jess i Niny, chociaż zdawały się być zwyczajne, (a temat macierzyństwa trochę oklepany) pochłonęły mnie do tego stopnia, że nie mogłam się od nich oderwać. Autorka serwuje nam, czytelniczkom, solidnie napisaną i przemyślaną fabułę oraz wyjątkowo dobrze wykreowanych bohaterów. Spotykamy w "Ile kosztują marzenia" trzy różne kobiety, które stają w obliczu wyzwania, które całkowicie odmieni ich życie: zostaną mamami. Każda z nich ma własną, niepowtarzalną historię, która zaskakuje czytelnika, i, choć podejście tych kobiet do macierzyństwa jest różne, każda z nich budzi sympatię. 


Bardzo podoba mi się fakt, że autorka ukazuje różne strony bycia matką - nie tylko te pozytywne. Ukazuje nam, czytelnikom, związane z tym liczne rozterki, pragnienia, tęsknoty i smutki. Nie stara się ubarwiać rzeczywistości, ani jej przekoloryzować. Opisuje życie takim, jakie jest - w jej książce raz jest gorzko, a raz różowo. Raz euforycznie, a zaraz potem smutno i płyną łzy. Autorka podeszła do głównego tematu książki bardzo profesjonalnie. Ukazała problem z wielu perspektyw i przedstawiła kilka różnych punktów widzenia, ale wplotła w fabułę także kilka ciekawych wątków pobocznych, np. niezgodność w małżeństwie, autyzm, wyobcowanie, samotność, rozwód, ciemne strony bycia sławnym i wiele innych. W "Ile kosztują marzenia" można znaleźć niezwykle szeroką gamę zjawisko społecznych oraz emocji i muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało. Mam wrażenie, że nie czytałam tej książki, lecz przeżywałam ją całą sobą. Nawet w chwilach, w których nie mogłam jej czytać, miałam w głowie Ruth, Jess i Ninę. Z niecierpliwością czekałam na momenty, w których będę mogła ponownie wejść w ich świat. Historie stworzonych przez Hill bohaterek wyjątkowo mnie poruszyły. Były w pewien sposób zwykłe, lecz miały to "Coś". Tę magię, za którą kocha się czytać książki. To duży plus tego utworu, który zachęca mnie do poznania pozostałych książek autorki. 

Jeżeli więc szukacie problematycznej książki, ukazującej główny temat z wielu perspektyw, która przedstawi Wam wiele punktów widzenia i zaciekawi - "Ile kosztują marzenia" to książka dla Was. Historie głównych bohaterek niezwykle mi się spodobały i czuję, że jeszcze do tego utworu wrócę, choć takie deklaracje nie padają z moich ust często. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 




poniedziałek, 9 maja 2016

"Jeden wieczór w Paradise" - Magdalena Majcher

Zwykło się mawiać, że nawet duże zmiany zaczynają się od małych rzeczy, i to w dodatku w momentach, w których zupełnie się tego nie spodziewamy. Niektóre z nich następują łagodnie, są jak delikatny powiew. Przychodzą wtedy, gdy się ich spodziewamy, nie dezorganizują nam życia. Bywają jednak też takie, które całkowicie i nieodwracalnie zmieniają wszystko. Są jak wulkan albo trzęsienie ziemi, nachodzą nas niespodziewanie. Debiutancka powieść Magdaleny Majcher pt. "Jeden wieczór w Paradise" opowiada właśnie o zmianach. Ale czy zawsze są one dobre? 

Marianna, główna bohaterka utworu, już dawno przestała być szczęśliwa z mężem. Ma wrażenie, że jest dla niego przezroczysta, a uczucie, którym wzajemnie się kiedyś darzyli, wyparowało po cichu i nieodwracalnie. Pomimo tego, Marianna nie zamierza w swoim życiu niczego zmieniać. Dla dobra rodziny, a przede wszystkim dwójki dzieci, rezygnuje z własnych potrzeb i pragnień. Choć jeszcze do niedawna próbowała naprawić swoje relacje z Pawłem, na nic się to zdało. Nie widząc rezultatów swoich starań, postanawia biernie przyglądać się z boku własnemu życiu. Pewnego wieczoru wszystko to jednak się zmienia. W życiu Marianny, zupełnie niespodziewanie, pojawia się Konrad - mężczyzna z przeszłości, o którym Marianna tak naprawdę nigdy nie zapomniała. W obliczu tej sytuacji, postanawia postawić na szali swoje dotychczasowe życie i choć przez chwilę pomyśleć  tylko o sobie. Daje się porwać wulkanowi dawno nieodczuwanych emocji, a wierność, uczciwość i zdrada nabierają w jej oczach nagle całkiem nowego znaczenia. Tylko czy chwila zapomnienia może trwać wiecznie?

Muszę przyznać, że na "Jeden wieczór w Paradise" miałam ochotę już od momentu, w którym dowiedziałam się, że wejdzie na rynek. Magdalena Majcher to znana, świetna bloggerka książkowa, której teksty czytam od dawien dawna, więc apetyt na jej książkę pojawił się we mnie niemal natychmiast. Gdy więc utwór trafił w moje ręce, zabrałam się do lektury niemal od razu i... jestem usatysfakcjonowana. Autorka stworzyła wciągającą książkę, od której ciężko mi było się oderwać, ale przede wszystkim zaskoczyła mnie tym, że przedstawiła w niej niezwykle wiarygodną historię, która mogłaby wydarzyć się naprawdę. Właściwie, to nawet mam wrażenie, że podobne scenariusze bardzo często dzieją się dookoła nas. 

Magdalenie Majcher udało się stworzyć bohaterkę, z którą niezwykle wiele czytelniczek będzie w stanie się identyfikować, i nie mam tu na myśli jedynie znudzonych swoim związkiem mężatek. Marianna jest taką zwykłą, współczesną kobietą. (Ba! Nawet mówi w dokładnie taki sam sposób, w jaki mówię na co dzień, przez co podczas lektury kilkukrotnie miałam w głowie myśl: kurczę, ja powiedziałabym w tej sytuacji dokładnie to samo albo to samo pomyślała.) Nosi w domu takie same kapcie jak my i udaje, że jest w życiu szczęśliwa. To kobieta, która, stawiając na pierwszym miejscu dobro swoich najbliższych, zapomina o swoich pragnieniach, pasjach. Jednocześnie nosi w głowie typowe dla kobiet pragnienia: chce kochać i być kochaną, odczuwać motyle w brzuchu i czuć się dla kogoś ważna. W jej życiu już dawno nie ma jednak ani namiętności, ani romantyzmu - sporo natomiast rutyny. Czy to wszystko nie brzmi znajomo? 

Kolejnym, bezapelacyjnym atutem książki Magdaleny Majcher jest lekki język, jakim się posługuje. "Jeden wieczór w Paradise" czyta się dzięki temu niezwykle szybko i płynnie. Dialogi między bohaterami są bardzo wiarygodne, opisy nie za długie i barwne, a słownictwo potoczne - takie, jakim posługuje się każdy z nas. Jak już napisałam, momentami nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że powiedziałabym w danym momencie dokładnie to samo. Autorka miejscami stosuje też zabieg znany z utworów epistolarnych - przedstawia liczne wiadomości tekstowe wysyłane sobie przez bohaterów.  Na uwagę zasługuje też fakt, że autorka podejmuje w tekście szereg ważnych społecznie tematów. Opisuje nie tylko znudzenie w związku. Pisze o zdradzie (w dodatku przedstawiając ją z dwóch perspektyw - osoby, która zdradza i tej zdradzanej), buncie nastolatków, konflikcie pokoleń i jeszcze jednym niezwykle ważnym społecznie temacie, o którym nie mogę tu napisać, by nie zaspoilerować Wam zakończenia. "Jeden wieczór w Paradise" to niezwykle mądra książka. Jej lektura łączy w sobie przyjemne z pożytecznym i skłania do refleksji. Po jej zakończeniu miałam moment zastanowienia się nad swoim życiem i przeanalizowałam kilka spraw.

Jeżeli szukacie więc wciągającej, dobrze napisanej książki, która nie tylko umili Wam czas, ale wniesie do waszego życia także "coś więcej", debiut Magdaleny Majcher to utwór dla Was. Pochłonęłam tę książkę niemal na raz i trudno mi było się od niej oderwać. Polecam serdecznie. Premiera już 18 maja. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 

poniedziałek, 2 maja 2016

"Echa przeszłości" - Elżbieta Hutnik


"Czasem czuł, że już nie daje rady, że to za dużo jak dla jednego człowieka, ale, gdy podjeżdżał wieczorem pod dom i widział światło w oknie, to miłe ciepło rozchodziło się po całym jego ciele. Od lat nikt nie czekał na jego powroty i ten widok uświadamiał mu, że jednak warto się tak wysilać, że ma dla kogo to robić."

Nie da się czerpać garściami z teraźniejszości, jeżeli nie uwolni się od bolesnej przeszłości - przekonują psychologowie. Idąc dalej tym tropem - nie da się stworzyć szczęśliwego związku w teraźniejszości, jeżeli nie wyzbędzie się uczuć do osoby, z którą kiedyś się było. A już na pewno nie jest to możliwe, kiedy ta osoba jest na wyciągnięcie ręki i czerpie przyjemność z tego, by mieszać w obecnym związku swojego byłego partnera. 

Weronika jest na pozór szczęśliwą mężatką. Ma dwóch wspaniałych synów i męża, który zawsze jest obok. Twierdzi, że jest szczęśliwa, jednak któregoś dnia, choć właściwie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, podejmuje zaskakującą dla wszystkich decyzję o odejściu. Pakuje swoje rzeczy i znika, zostawiając rodzinę samą sobie. Kłębiące się w jej głowie przemyślenia sprawiają, że do głosu dochodzą dawne żale i niedomówienie, a nawet zaczynają być ważniejsze niż walka o dobro rodziny.

Ale co właściwie sprawia, że Weronika nie jest szczęśliwa? Jej siostra, Iza, która prowadzi grę ze swoim szwagrem i nie umie odczepić się od tego mężczyzny? Weronika, która żyje w przekonaniu, że zawsze była tą drugą, ale czy ma ku temu realne podstawy? A może w tym wszystkim chodzi o Pawła, który nie potrafi zdobyć się na szczere wyznanie wobec żony? Okazuje się, że nawet mały impuls wystarczy, by sprowokować bohaterów do odkrywania kolejnych kart tej, nieczystej do końca, gry. Tylko czy o szczęście i miłość zawsze należy walczyć? Czy czasem nie lepiej jest odpuścić? 

"Echa przeszłości" Elżbiety Hutnik to książka nie znanej mi wcześniej autorki, która opowiada o trudnych relacjach między kochającymi się ludźmi, pragnącymi, mimo przeciwności, stworzyć szczęśliwy związek. Ukazuje ich porażki i sukcesy, konflikty oraz próby godzenia się, walkę ze sobą i starania się o ratowanie małżeństwa. Niestety, czasem miłość to za mało i jeżeli związek nie jest oparty na zaufaniu, wspólne życie okazuje się bardzo trudne. Właśnie tak jest w życiu stworzonych przez Hutnik bohaterów. Choć Weronika deklaruje, że jest szczęśliwa, gdzieś w głębi serca nosi zadrę. Wie, że dla swojego męża zawsze będzie tą drugą - bo jaki mężczyzna by tak o niej nie myślał, spotykając się wcześniej z jej idealną siostrą? To przez tę zadrę nie umie w pełni cieszyć się życiem rodzinnym i ma bardzo niską samoocenę, nie wierzy w siebie i w to, że ktoś może tak po prostu ją kochać. Ale czy decydując się na związek z Pawłem, nie mogła przewidzieć, że tak właśnie będzie?

"Echa przeszłości" to ciekawa książka, doceniam pomysł autorki na fabułę, choć nie koniecznie rozumiem działania głównej bohaterki. Utwór napisany jest lekko i przyjemnie - czyta się go szybko i z przyjemnością, pomimo tego, że fabuła raczej niczym nie zaskakuje. Jednak pomimo tego, że akcja tej książki nie jest porywająca, to myślę, że jest on bardzo trafnym i ciekawym dla czytelnika studium postaci - kobiety zazdrosnej, która nie potrafi oderwać się od przeszłości. To właśnie kreacja głównej bohaterki, Weroniki, jest w moich oczach największym atutem tej książki. Jest to pogubiona kobieta, którą ciężko zrozumieć, ale chyba właśnie dlatego jest tak bardzo ciekawa. 

Jeżeli lubicie książki, które sprawiają, że można zastanowić się nad pewnymi kwestiami i prowokują do przemyśleń, to "Echa przeszłości" jest utworem dla Was. Książkę czyta się łatwo i przyjemnie, można z niej wyciągnąć kilka ciekawych wniosków na temat relacji z drugim człowiekiem i funkcjonowania w związku. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: