czwartek, 28 lipca 2016

Wakacyjny "must have" - literatura kobieca


Często dostaję od koleżanek pytania o książki, które mogłabym im polecić na wakacje, bo choć na co dzień nie czytają zbyt dużo, w podróży albo na plaży chętnie przeczytaliby książkę. Po ostatnim z takich pytań pomyślałam, że to fajny pomysł na post. Zachęcam Was do zerknięcia w poniższą listę książek, moich wakacyjnych must have. 



Przede wszystkim nie wyobrażam sobie wakacji bez Malowniczego. Magdalena Kordel napisała już o tym miasteczku całkiem sporo książek, a każda z nich pełna jest ciepła i magii. Dla mnie Malownicze stało się niemal prawdziwym miejscem na mapie, do którego uciekam za każdym razem, gdy za oknami robi się ciepło. Autorka chyba również, bo każdej wiosny raczy Czytelniczki kolejnym tomem.Polecam Wam szczególnie "Uroczysko" oraz "Wymarzony dom"

Wielbicielkom romansów i melodramatów nieustannie polecam książki Nicholasa Sparksa. Co ciekawe, nadal trafiam na osoby, które o tym autorze nie słyszały (w co ciężko mi uwierzyć!). Moim zdaniem Sparks pisze swego rodzaju bajki dla dorosłych kobiet. Każdy z jego utworów jest romantyczny i wzruszający. Ja uwielbiam przede wszystkim "Szczęściarza" i głównego bohatera, Logana, oraz "Prawdziwy cud", niesamowitą historię miłości Jeremiego i Lexie. Gwarantuję, że nie pożałujecie, sięgając po książkę tego autora. To naprawdę must have. 

Czytelniczkom, które znają prozę Sparksa, ale szukają książek w podobnym klimacie, polecam sięgnąć po utwory Sarah Jio oraz Diane Chamberline. Są to także piękne i wyjątkowe książki, a każda z nich opowiada cudowną historię. Dodatkowo, dzięki sprawnemu pióru autorek, czyta się je niezwykle przyjemnie i sprawnie. Polecam przede wszystkim "Dom na plaży" Jio oraz "Chcę cię usłyszeć" Chamberline. Te utwory królują na mojej półce z ulubionymi książkami już od dłuższego czasu. Uwielbiam je. Podobnie jak "Promyczka" Kim Holden oraz "Zwodniczą miłość" Julie Cohen. 

Fankom obyczaju oraz polskiej wsi polecam książki Agnieszki Krawczyk, przede wszystkim moją ukochaną "Dolinę mgieł róż" i sagę o mieszkańcach Idy. Jestem zdania, że żadna z rodzimych autorek nie czaruje słowem tak pięknie, jak Krawczyk. Jej utwory są niczym ocean barw. Wprowadzają w stan błogości. Podobnie, jak "Niech ci się spełnią marzenia" Barbary O'Neal - wyjątkowa historia kilku kobiet, które...A może jednak wam nie powiem. Przeczytajcie same.  

Jeżeli natomiast lubicie podczas lektury się pośmiać i w letnie popołudnia chciałybyście przeczytać komedię, zainteresujcie się lekkimi książkami Magdaleny Witkiewicz (ja lubię zwłaszcza "Moralność pani Piontek" i "Awarię małżeńską") oraz "Muchy w zupie i inne dramaty" Małgorzaty Żurakowskiej. To książki, do których wracam z prawdziwą przyjemnością. Nieustannie wywołują na mojej twarzy uśmiech. Podobnie jak okraszone wątkami kryminalnymi komedie Olgi Rudnickiej. Do tej pory uśmiecham się na samą myśl o "Były sobie świnki trzy" tej autorki. 

Miłośniczkom mocnych wrażeń polecam dwa wspaniałe thrillery psychologiczne: "Mój największy błąd" autorstwa Pauli Daly oraz "Idealną" Magdy Stachuli z tym, że ta druga ukaże się na rynku dopiero w sierpniu. To książki podszyte psychologią, mądre, pełne emocji oraz niesamowicie wciągające. Mają tylko jedną wadę: ciężko się od nich oderwać. Dla każdej z nich zarwałam swego czasu noc. 

Co myślicie o tych tytułach? Znacie? Lubicie? :) A może polecicie mi coś od siebie? :) 

środa, 27 lipca 2016

"Mój największy błąd" - Paula Daly


Do czego gotowa jest posunąć się zdesperowana kobieta? 

"Mój największy błąd" to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki (choć jest jej trzecią powieścią) i muszę przyznać, że nie spodziewałam się, iż będzie ono tak bardzo udane. Co prawda wcześniej zaintrygował mnie opis na okładce, ale nie sądziłam, iż "Mój największy błąd" okaże się książką, której nie da się odłożyć, nim nie skończy się jej czytać, a co za tym idzie, zarwę dla niej noc. Historia Roz zaintrygowała mnie jednak do tego stopnia, że jeszcze przez kilka godzin po jej lekturze nie mogłam spać. Do tej pory buzują we mnie związane z nią emocje. To wciągający i świetnie napisany thriller psychologiczny. 

Roz jest samotną matką po rozwodzie i bardzo dobrą fizjoterapeutką szanowaną przez swoich pacjentów. Niestety, właśnie znalazła się w naprawdę rozpaczliwej sytuacji. Jej prywatny gabinet splajtował, niespłacone długi w dużej mierze narobione wcześniej przez męża wciąż rosną, a teraz jeszcze będzie musiała wytłumaczyć synkowi, dlaczego ktoś zabrał im wszystkie meble bo do jej drzwi zapukał komornik. I nagle, kiedy Roz bliska jest załamania, praktycznie obcy człowiek składa jej pewną niemoralną propozycję. Za jedną wspólną noc zapłaci jej tyle, by mogła wreszcie wyjść z finansowego dołka. Roz musi podjąć ważną decyzję i zastanowić się, czy jest w stanie przełamać wszystkie swoje granice dla wyższego celu. 

Przyznam, że jestem zszokowana siłą oddziaływania tej książki na psychikę czytelnika. Jak już napisałam, nie spodziewałam się, że "Mój największy błąd" wywoła we mnie aż tak wiele emocji, ale po prostu nie mogę przestać o tej książce myśleć. Mam wrażenie, że jej się nie czyta - ją się przeżywa. Całą sobą. To, co dla Roz jest trudne trudne jest dla czytelniczek. Paula Daly szokuje i zachwyca. Opowiada o dylematach moralnych najwyższej wagi oraz ukazuje bohaterkę miotającą się w sytuacji, w której żadna z kobiet nie chciałaby się znaleźć. Roz musi wybrać, czy samodzielnie pozbawić się godności, czy nie. To ona decyduje o tym, czy i jak nisko upaść. Choć dla zewnętrznego bohatera nie ma wyjścia, cała władza nad jej życiem nadal jest w jej rękach. Szkoda tylko, że wybiera między złem mniejszym i większym. Roz to bohaterka tragiczna, jej historia jest wciągająca, ważna i trudna. 

Paula Daly wie jednak, jak zaintrygować czytelnika.  Choć przez pierwsze kilkadziesiąt stron fabuła rozwija się powoli, ze strony na stronę wydarzenia zaczynają pędzić coraz szybciej i coraz trudniej się od nich oderwać. Podejrzewam, że wiele z nas zastanawiało się kiedyś, czy jest jakaś cena, za którą przekroczyłyby swoje granice. Czy złamałybyśmy się i przyjęły tak niemoralną propozycję, gdyby wisiały nad nami: brak dachu nad głową, małe dziecko na utrzymaniu, zaprzepaszczona kariera, pustka na koncie i kruche zdrowie bliskich? Myślę, że łatwo jest ocenić Roz i powiedzieć "Ja bym tak nie zrobiła". Ale to nie my musimy stać na jej miejscu, być samotną matką i rozważać na ile my byłybyśmy w stanie się zdobyć, żeby chronić to, co dla nas najcenniejsze - w tym przypadku dziecko. 

Myślę sobie, że bardzo ciężko musiało być autorce pisać tę książkę - na pewno jest to historia niezwykle obciążająca emocjonalnie, zwłaszcza dla autora, ale chyba własnie dlatego finalnie jest tak dobra. Paula Daly poruszyła ważny społecznie temat i skłania swoje czytelniczki do szeregu istotnych przemyśleń. Jej utwór nie tylko jest wspaniała, pełną emocji rozrywką, ale niesie wyjątkowe dla kobiet przesłanie. Jakie? Nie zdradzę. Zachęcam jednak, byście same po niego sięgnęły i choć na chwilę wczuły się w Roz, a przez sposób pisania autorki nie będzie to trudne. Myślę, że ta książka pomoże wielu kobietom uporządkować, a może nawet i zmienić swoje priorytety. Pełna jest trafnych i celnych spostrzeżeń przede wszystkim na temat godności oraz bycia matką.  Dla mnie: fenomenalna. Stawiam ją na półkę z ulubionymi. 

Życie pełne jest błędów - szkoda tylko, że nie zawsze umiemy przewidzieć ich konsekwencje.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:







piątek, 22 lipca 2016

"Idealna" - Magdalena Stachula


Jakiś czas temu przeczytałam "Dziewczynę z pociągu". Zrobiłam to ze względu na rozgłos, jaki powstał wokół tego utworu i muszę powiedzieć, że książka mi się spodobała, lecz nie uznałam jej za arcydzieło. Kiedy więc dostałam informację, że niedługo (premiera 17 sierpnia) trafi na rynek utrzymana w podobnym klimacie książka polskiej autorki, "Idealna" Magdaleny Stachuli, od razu zamarzyłam o tym, by ją przeczytać. I wiecie co? W moim odczuciu utwór ten jest o wiele lepszy, niż słynna "Dziewczyna z pociągu". To niezwykle prawdziwa i poruszająca książka, której, nawet kilka dni po lekturze, ciężko się wyzbyć z pamięci. Ma w sobie "to coś", czego zabrakło mi w "Dziewczynie z pociągu" - niesie potężny ładunek emocjonalny.

„Gdy przekracza się pewne granice, łamie normy, które dotychczas wskazywały nam drogę, otwiera się nowy rozdział w życiu, zeszyt z czystymi kartkami, który będzie zapisywany nowymi historiami, ręką innego już człowieka”.

Anita to młoda kobieta, która prawie nie wychodzi z domu. Pracuje, nie wychodząc do pracy, a potem podgląda ludzi przez kamery miejskiego monitoringu. To jej okno na świat, które pozwala kontrolować wszystko i wszystkich. A przede wszystkim zapomnieć o sypiącym się małżeństwie oraz dziecku, które bardzo chciałaby mieć, a mimo tego nie może. 
Życie Anity jest szare i przewidywalne. Choć kobieta zmaga się z problemami, nie dzieje się w nim nic zaskakującego. Ale to wszystko trwa do czasu. Pewnego dnia Anita znajduje bowiem w szafie sukienkę, której nie kupiła. Później szminkę, która nie pasuje do jej typu urody. Potem wydarza się coś jeszcze i nagle okazuje się, że ktoś wie o niej wszystko. I powoli realizuje swój misternie zaplanowany plan, by wywrócić jej życie do góry nogami. 


"Idealna" to książka, dla której zarwałam noc, choć ostatnio nie zdarza mi się to często i muszę powiedzieć, że ciężko mi uwierzyć, iż jest to debiut. Autorka zaskoczyła mnie zarówno łatwością pisania, jak pomysłem na fabułę oraz kreacją bohaterów, nie tylko tych pierwszoplanowych. "Idealna" to książka zaplanowana od początku do końca oraz niezwykle dopracowana. Autorka w umiejętny sposób dawkuje napięcie, sprawiając, że czytelnik w pewnym momencie zaczyna odczuwać zimne dreszcze. W dodatku udało jej się stworzyć utwór pod wieloma względami oryginalny, pomimo tego, że obrała sobie za wiodący zupełnie nieoryginalny temat. Książek o bezpłodności jest na naszym rynku mnóstwo i naprawdę wiele ich czytałam. Żadna jednak nie wywarła na mnie tak dużego wrażenia, jak ta, choć temat, przez wzgląd na studia, jest mi dobrze znany i w pewien sposób bliski. Żadna z nich nie była jeszcze tak bardzo bolesna oraz wstrząsająca, a zarazem prawdziwa. Nawet, gdybyśmy wyrzucili z niej wzbudzające grozę elementy będące składową thrillera, niezwykle oddziaływałaby na psychikę czytelnika. Najmocniejszą stroną tej książki jest psychologia postaci oraz relacji międzyludzkich. 

Bardzo podoba mi się również sposób, w jaki autorka opowiada historię. Wspomniałam już o umiejętnym budowaniu napięcia, przez co z "Idealną" trudno się rozstać, ale na uwagę zasługuje też fakt, iż autorka ukazuje nam historię z wielu perspektyw, dzięki czemu wiemy o wiele więcej, niż poszczególni bohaterowie i tajemnicze dla nich elementy układanki, w którą niespodziewanie się uwikłali. składają nam się w spójną całość o wiele szybciej, niż im. Taka wielopłaszczyznowa narracja sprawia też, że nie tylko czytamy o Anicie i Adamie, ale możemy zrozumieć ich postępowanie i w pewien sposób usprawiedliwić. A dzięki plastyczności języka, jaką charakteryzuje się proza Stachuli, niemal także czuć to wszystko, co czują i przechodzić przez problemy, przez które przechodzą. Powtórzę się, ale w moim odczuciu największą zaletą tej książki jest właśnie sposób, w jaki autorka przekazuje i wzbudza w czytelniku emocje oraz niesamowity realizm przedstawionej przez nią historii. To nie jest zmyślona opowieść - to wydarzenia, które naprawdę dzieją się wokół nas. I to o wiele częściej, niż nam się wydaje.

Magda Stachula napisała wyjątkową książkę. Z niesamowitą łatwością połączyła w całość kilka gatunków oraz wywołała we mnie potężną falę emocji. Razem z bohaterami złościłam się, żałowałam oraz miałam na plecach pełne niepokoju dreszcze. A na koniec udało jej się mnie porządnie zaskoczyć. "Idealna" to utwór który zaskakuje i wstrząsa oraz sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad swoją prywatnością i tym, kto może mieć w nią wgląd. To mroczna i mądra książka, od której nie da się oderwać. W moim odczuciu najlepsza, jaka trafiła w moje ręce w tym roku. Czytałam z zapartym tchem. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję wydawnictwu: 


niedziela, 17 lipca 2016

"Nie do wiary" - Zuzanna Jędrzejewska


Seria z babeczką jest mi szczególnie bliska, dlatego gdy tylko dowiedziałam się o książce Zuzanny Jędrzejewskiej, która ukazała się z różowym logo na okładce, nie mogłam jej nie przeczytać. Uwielbiam chichotać podczas lektury, dlatego ciężko mi przejść obok zabawnych utworów obojętnie. Tym bardziej, że "Nie do wiary" wygląda pięknie i cieszy oko, a opis okładkowy brzmi niezwykle zachęcająco. Jak jest z jej wnętrzem? 

Eufrozyna (zwana  też Zoey), za namową przyjaciółki, wykrzykuje w sylwestra życzenie – ma dość życia w samotności i marzy o tym, by się zakochać. I choć nie pokłada w wypowiedzeniu życzenia większych nadziei, a przede wszystkim nie wierzy w istnienie księcia z bajki, ku jej zaskoczeniu nagle pojawia się w jej życiu rzesza adoratorów.  W miłosnych perypetiach towarzyszą Zoey dwie przyjaciółki i Damazy, ukochany dziadek, będący na tę chwilę jedynym krewnym dziewczyny w zasięgu kilkuset kilometrów, więc nie może ona narzekać na brak wrażeń i wsparcia. 

"Nie do wiary" to lekka i zabawna książka, która idealnie nadaje się na słoneczne czy deszczowe popołudnie. Fabuła przypomina mi trochę amerykańskie komedie romantyczne, podczas których ma się na twarzy wyraz rozmarzenia i czasem uśmiecha się od ucha do ucha.  I choć historia Zoey jest raczej przewidywalna, to na pewno przypadnie do gustu miłośniczkom tego typu literatury. Zuzanna Jędrzejczak idealnie wpisała się tym utworem w serię z babeczką. Napisała zgrabną książkę o poszukiwaniu miłości i pokazała, że, wbrew przysłowiu, od nadmiaru też może boleć głowa. A przynajmniej jest tak wtedy, gdy nie można narzekać na brak adoratorów. 

Fabuła "Nie do wiary" bardzo przypadła mi do gustu i na pewno zasługuje na pochwałę, podobnie, jak kreacja Zoey, jej przyjaciółek oraz Damazego. Są to bohaterowie ciepli, kochający i życzliwi, a sceny, w których się pojawiają, zwykle wywołują uśmiech. To również bardzo charakterystyczne postaci, do których, mimo ich drobnych wad, nie da się nie zapałać sympatią. Czytelnik ma podczas lektury możliwość bardzo dobrze poznać każdego z tych bohaterów, czego, niestety, nie można powiedzieć o pojawiających się adoratorach Zoey. Mam wrażenie, że autorka jedynie wspomniała o każdym z nich, przez co podczas lektury odczuwałam ogromny niedosyt. Sam pomysł na fabułę był naprawdę dobry, ale autorka mogła pokusić się o rozwinięcia niektórych wątków, przez co książka byłaby znacznie lepsza. Zabrakło mi też dynamizmu  oraz napędzających akcję dialogów. W "Nie do wiary" stanowczo za dużo jest opisów, które w pewnym momencie zaczynają nudzić. Autorce należy się jednak duży plus za umiejętne stworzenie ciepłej i przyjemnej atmosfery oraz humor. Trudno jest rozbawić czytelnika, a Zuzannie Jędrzejewskiej się to udało. (Przynajmniej w moim wypadku.)

Jeżeli szukacie iście letniej i wakacyjnej książki o miłości, która wywoła uśmiech na waszych twarzach, powinniście zapoznać się z "Nie do wiary". To przyjemny utwór, który możecie zabrać ze sobą wszędzie. Myślę, że autorka ma duży potencjał i w przyszłości chętnie sięgnę po jej kolejne utwory. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu: 











poniedziałek, 11 lipca 2016

"Skrajnie Mylne Sygnały" - Federica Bosco


"Śnił mi się taki koszmar: jego żona owinęła go całego wstążką do pakowania prezentów i mógł oddychać tylko przez dwie słomki, które wystawały mu z dziurek nosa. A kiedy zjawiłam się tam, aby go uratować, dyrektor banku oznajmił mi, że jeśli chcę go uwolnić, to muszę zapłacić 150 tysięcy euro, żeby spłacić jego kredyt."

Lato to czas, w którym wyjątkowo często sięgam po komedie romantyczne. Nie zależnie od tego, czy pogoda dopisuje, czy nie, uwielbiam śmiać się podczas lektury książek. Z tego właśnie powodu sięgnęłam po "Skrajnie mylne sygnały". Książkę niedługą, lekką, zabawną i zwariowaną. I choć przeczytałam ją w zaledwie półtorej godziny, a fabuła nie okazała się być zaskakująca, dobrze bawiłam się podczas jej lektury. 

Brigitta jest pracownicą biura rachunkowego, a do tego cierpi na dość popularne dziś uzależnienie - nie potrafi żyć bez smartfonu. Może nawet nie tyle bez niego, co wiadomości tekstowych i telefonów od ukochanego. Te jednak nie przychodzą za często, bo ukochany Brigitty ma drobny defekt - jest żonaty i musi ukrywać związek z Brigittą przed całym światem. To dlatego pisze i dzwoni do niej dość rzadko (choć romantycznie!). Ona jednak wierzy, że ich historia doczeka się happy endu. Ukochany porzuci swoją małżonkę, spłaci kredyt i będą mogli żyć w końcu długo i szczęśliwie. Z niecierpliwością wpatruje się więc w ekran telefonu czekając na jakąś wiadomość. Tylko czy takie rzeczy zdarzają się w prawdziwym życiu? 

"Skrajnie Mylne Sygnały" to książka zabawna, lekka i pozytywna, którą czyta się jednym tchem. Dokładnie taka, jakie mam ochotę czytać na plaży albo hamaku w letnie dni. Pomimo tego, że jest dość krótka i przewidywalna, historia miłości Brigitty przypadła mi do gustu. Kojarzy mi się z komediami romantycznymi, które oglądam w telewizji czterdziesty raz, a które nigdy mi się nie nudzą, pomimo tego, że próżno doszukiwać się w nich jakiegoś drugiego dna. Chociaż właściwie, w tym wypadku można by się oto pokusić. Autorka zobrazowała bowiem w swoim najnowszym dziele problem zdrady i bycia kochanką. W nieco ironiczny i prześmiewczy sposób ukazała naiwność zakochanej kobiety, jej wieczną wiarę w nienadchodzący happy end, wybielanie swojego jakże-nie-idealnego ukochanego i posiadanie tak zwanych klapek na oczach. Cały problem, jak to w przypadku Bosco zwykle bywa, nakreślony jest z dystansem i ogromnym poczuciu humoru. A do tego opisany prostym oraz niewyszukanym językiem. 

Federica Bosco kolejny raz uraczyła swoje czytelniczki porządną dawką uśmiechu i wprowadziła mnie w dobry humor. "Skrajnie Mylne Sygnały" to krótka opowieść, która ma przede wszystkim bawić i odciągać od pełnej problemów oraz szarości rzeczywistości. Jeżeli szukacie właśnie takiego lekkiego, romantycznego, babskiego czytadła, bardzo Wam ją polecam. Zmieści się do torebki i na pewno idealnie sprawdzi się jako czasoumilacz. Jeżeli natomiast gustujecie w literaturze "wysokich lotów", potrzebujecie czytać o problemach społecznych czy egzystencjalnych, szukacie pięknego, poetyckiego języka, to raczej nie książka dla Was. "Skrajnie Mylne Sygnały" po prostu bawią i wywołują uśmiech. To typowa literatura kobieca. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję wydawnictwu: 




niedziela, 10 lipca 2016

Co czytam w lipcu :)


Trochę spóźniłam się z zapowiedziami na lipiec, więc postanowiłam trochę zmodyfikować post i napisać Wam o tym, co już czytałam w tym miesiącu albo co dopiero trafi w moje ręce. A jest w czym wybierać! :) 


Zaczęłam od lektury "Mów do mnie" Lissy Scottline. Książka przypadła mi do gustu. Opowiada historię psychiatry, dr. Parisha, którego życie z dnia na dzień przybiera zupełnie inny obrót, niż do tej pory. Od dawna chciałam poznać prozę tej autorki i cieszę się, że w końcu tego dokonałam. Link do recenzji tu -> KLIKNIJ






Nadrabiam też zaległości w prozie Magdaleny Witkiewicz. W tym miesiącu padło na "Szkołę żon". Tej książki chyba nie trzeba przedstawiać. (Tym, którzy nie czytali, powiem tylko tyle - jest świetna!) Dobra wiadomość dla fanów Witkiewicz jest również taka, że książka będzie ekranizowana! :) W przyszłym miesiącu planuję sięgnąć po "Pensjonat marzeń". Zobaczymy, czy mi się to uda. 





Teraz czytam "Bardzo długie przebudzenie" Grażyny Jeromin-Gałuszki. Dopiero zaczęłam, ale mogę już zdradzić, że to kolejna książka, której akcja chociaż częściowo dzieje się w szpitalu psychiatrycznym. Nieświadomie wybierał ostatnio coraz więcej takich książek! Mam nadzieję, że i tym razem się nie rozczaruję, tym bardziej, że autorka była laureatką nagrody Pióro na siedleckim festiwalu w 2014 roku. 







Dziś dotarły do mnie dwie książki. Pięknie zapakowane "Listy z dziesiątej wsi" Agnieszki Olszanowskiej od Prószyński i Ska oraz "Idealna", której autorką jest Magda Stachula. (Książka ma być wielkim rarytasem dla fanów "Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie", którą czytałam; bardzo przypadła mi do gustu, więc mam nadzieję, że i tym razem się nie rozczaruję.) 




"Listy z dziesiątej wsi" to natomiast trochę rzeczywista, trochę historyczna historia o nieszczęśliwych miłościach. Również zapowiada się bardzo ciekawie, to zdecydowanie moje klimaty. No i zachwyca mnie okładka tej książki, ma w sobie magię! :) 

Ogromną chrapkę mam też na "Skrajnie Mylne Sygnały", które napisała Federica Bosco. Jeżeli jakaś książka opisywana jest słowami "prześmieszna" oraz "romantyczna", to nie mogę przejść obok niej obojętnie. Jestem ogromną fanką komedii (zwłaszcza tych romantycznych), lubię śmiać się podczas lektury książek. Czuję, że to będzie absolutny hit wśród utworów, po jakie sięgnę tego lata, a przynajmniej żywię taką nadzieję!  






Na swoją kolej czeka również "Nie do wiary" Zuzanny Jędrzejewskiej. Seria z babeczką jest mi bliska, dlatego nie mogłabym przegapić tej pozycji. Tym bardziej, że zbiera całkiem pozytywne recenzje i zapowiada się ciekawie :) 







A na koniec polecam Waszej uwadze moje "Takie rzeczy tylko z mężem" oraz "Mniej złości, więcej miłości" Natalii Sońskiej. Obie mają premierę 20 lipca i oczywiście wydane zostaną przez Czwartą Stronę. Moja książka to "prześmieszna komedia małżeńska", jak określa ją Magdalena Witkiewicz, (jest pierwszym tomem nowej, zwariowanej trylogii, której główną bohatterką jest rudowłosa Zuzanna i jej wiecznie nieobecny mąż - Ludwik. 





Książka Natalii to natomiast historia o uczuciach, przyjaźni, nierozwikłanych zagadkach i poświęceniu. Opowiada losy bohaterki, z którą mogliście zetknąć się w jej debiucie. Mam nadzieję, że spodoba Wam się nie mniej, niż "Garść pierników, szczypta miłości" :) 



A Wy co czytacie w lipcu? :) 







PS. Wybaczcie nierówne odstępy między okładkami, ale blogspot zwariował i nie mogę tego zwalczyć! :( 

piątek, 8 lipca 2016

"Piekło ISIS" - Sophie Kasiki


Co spowodowało, że rozsądna i wykształcona kobieta, dała się zwieść terrorystom? 

Niektóre książki wywierają na czytelnikach szczególne wrażenie. Z różnych powodów. Niektóre są śmieszne, inne wzruszające, a jeszcze inne do bólu prawdziwe i wykrzywiają usta w grymasie. "Piekło ISIS" autorstwa Sophie Kasiki z pewnością należy do tych ostatnich. Jest bowiem opisem prawdziwej historii, która przytrafiła się jaj autorce, Sophie, i jej najbliższym. To opowieść o jednej z nielicznych kobiet, której udało się uciec z Państwa Islamskiego. 

Sophie Kasiki jest imigrantką mieszkającą we Francji. Przyjechała do niej jako mała dziewczynka, w dodatku pochodzi z katolickiej rodziny. Pracuje jako pedagog w ośrodku pomocy dla rodzin mających kłopoty adaptacyjne oraz wiedzie szczęśliwe życie u boku męża. Jednak pewnego dnia trzech z jej podopiecznych ucieka z kraju i dołącza do syryjskich dżihadystów, Sophie próbuje przekonać ich do powrotu. Kontakt z nimi okazuje się być jednak katastrofalny w skutki. Sophie nawet się nie orientuje, kiedy z osoby przekonującej stała się przekonywaną. Pewnego dnia, w tajemnicy przed wszystkimi, razem z czteroletnim synkiem wyjeżdża do Rakki – stolicy Państwa Islamskiego. Mężczyźni kuszą ją wspaniałym, idyllicznym życiem. Dopiero na miejscu przekonuje się, że wszystko, co jej mówiono, jest kłamstwem. Z dnia na dzień, z wolnej, niezależnej kobiety staje się niewolnicą Daeshu (ISIS), a terroryście z każdą sekundą coraz bardziej odbierają jej godność.

"Piekło ISIS" i przedstawiona w niej historia Sophie wywarły na mnie duże wrażenie. Autorka ukazuje, jak łatwo jest dać się zwieść i omamić, kiedy ma się masę własnych problemów. Perspektywa lepszego życia to coś, co pociąga każdego z nas. Wszyscy marzymy o luksusie, spokoju i ładzie. Właśnie te trzy rzeczy sprawiły, że Sopkhe potrafiła zaufać ludziom, których kiedyś, owszem, znała, ale którzy potem stali się dla niej zupełnie obcymi, wyzutymi z emocji i jakichkolwiek skrupułów złoczyńcami. Sophie opisuje w książce przeżywane przez siebie emocje oraz obrazuje nam myśli, które towarzyszyły  jej na każdym z kolejnych etapów opisywanej historii, przez co możemy zrozumieć jej motywy i decyzje. Język, jakim się posługuje jest bardzo dosadny i prosty, ale momentami można odnieść wrażenie, że Sophie stara się usprawiedliwiać i wybielić. Jawi nam się jako kobieta zagubiona, zmęczona życiem i smutna, jak gdyby pragnęła zatuszować swoją naiwność oraz oczyścić się z winy. Jej ocena moralna finalnie leży jednak po stronie czytelnika. 

Historia Sophie Kasiki to w pewnym sensie przestroga. Autorka, ukazując nam swoją historię i emocje, stara się przestrzec inne kobiety przed łatwowiernością. Choć nie opisuje życia dżihadystów, bo nie miała do niego dostępu, opowiada, jak traktują oni kobiety, zwłaszcza te "niewierne". Opisuje swoją bezradność, strach oraz tlącą się iskierkę nadziei, która gasła z każdym dniem. Pokazuje życie osoby z każdym dniem coraz bardziej odzieranej z godności, która nie jest w stanie sama zmienić swojego losu. Z jej historii płynie wiele lekcji i wiele można wyciągnąć z niej wniosków. Najstraszniejsze jest jednak to, że ogrom kobiet każdego dnia przeżywa to, co ona przeszła i im nie udaje się uciec. One nie otrzymują pomocy. 

Uważam, że warto przeczytać tę historię. To niedługa książka wpisująca się w literaturę faktu. Dotyczy jak najbardziej aktualnych zjawisk społecznych, jakie mają miejsce w Europie oraz konfliktu, który rozgrywa się nie tak daleko od naszych spokojnych domów. Historia Sophie to ostrzeżenie i lekcja. Szkoda tylko, że ona sama, przez swoją naiwność i łatwowierność, musiała uczyć się na własnych błędach i doświadczyć piekła ISIS. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję wydawnictwu: 






wtorek, 5 lipca 2016

"Mów do mnie" - Lisa Scottline



"Nie zostaje się psychiatrą bez powodu." 


"Mów do mnie" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Lisy Scottline, za to kolejne z utworami klubu "Kobiety to czytają". Muszę przyznać, że utwór okazał się być dla mnie dużym zaskoczeniem. Spodziewałam się obyczajowej książki o miłości. Może niekoniecznie romantycznej, pełnej wzruszeń, ale takiej dominującej fabułę. Utworu jedynie podszytego psychologią oraz problemami społecznymi na co wskazuje opis. "Mów do mnie" z pewnością jest książką o miłości, ale to raczej wątek poboczny, niż główny. Na pierwszy plan wyłaniają się tu osobowościowe, rodzinne i zawodowe problemy psychiatry Erica Parisha. 

Eric Parrish, ordynator oddziału psychiatrii szpitala Havermayer jest jednym z lepszych specjalistów w swojej dziedzinie. Dzięki zaangażowaniu całego personelu medycznego i pielęgniarskiego jego oddział został uznany w kraju za drugi pod względem jakości opieki. Tymczasem życie osobiste psychiatry pozostawia wiele do życzenia. Po rozstaniu z żoną zmaga się z obowiązkami samotnego ojca i bardzo stara się zachować poprawne kontakty z córką. Nagle cały świat Erica zaczyna drżeć w posadach za sprawą Maxa. Chłopak cierpi z powodu nieuchronnie zbliżającej się śmierci jego chorej babci. To w połączeniu z silną nerwicą natręctw oraz obsesyjnymi, naładowanymi przemocą fantazjami na temat pewnej dziewczyny czyni z niego pacjenta stanowiącego potencjalne zagrożenie. 


Nagle dziewczyna stanowiąca obiekt jego obsesji zostaje znaleziona martwa, a on sam znika bez śladu. Zaniepokojony Eric wyrusza na poszukiwania, co wzbudza podejrzenia policji. Na domiar złego jedna z podwładnych wnosi wobec niego wyssane z palca oskarżenie o molestowanie seksualne. Czyżby ktoś manipulował rzeczywistością, aby w przemyślny sposób zniszczyć życie doktora Parrisha?

Lisa Scottline stworzyła mądrą i głęboką książkę, w której wspaniale ukazała postać miotającego się, bezradnego człowieka oraz przewrotność losu. Eric jest bowiem trochę postacią tragiczną. Choć z początku nic na to nie wskazuje, przychodzi w jego życiu taki moment, w którym co by nie zrobił, pakuje się w coraz większe kłopoty. I to mimo swoich dobrych chęci. W dodatku nikt z rodziny oraz przyjaciół go nie rozumie. Walczy z wiatrakami zupełnie sam. Jednocześnie jest to bohater, do którego nie sposób nie pałać sympatią. Jaki bowiem nie byłby wobec niego okrutny świat, on do końca zachowuje wielkie serce. Trochę naiwnie wierzy w niewinność tych, których pozostali uznają za winnych. Czytelnik obserwuje jego losy do końca nie wiedząc, jak jego historia się skończy. Czy wygra chory system bazujący na powierzchownych przesłankach, czy zmagający się z nim, samotny człowiek. Rozwiązanie jest jedną wielką niewiadomą. 

"Mów do mnie" to książka o głębokim podłożu psychologicznym, mądra, ale też solidnie napisana.  Wartko poprowadzona narracja pozwala nam mieć wgląd w myśli Erica i w pełni rozumieć jego postępowanie. Widać, że autorka przygotowała się do kreacji głównego bohatera oraz skrupulatnie zaplanowała fabułę. Jedynym, w moich oczach, minusem tej książki, jest to, że akcja dość wolno się rozkręca. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron miałam uczucie nudy. Jednak kiedy już wydarzenia ruszyły z kopyta, nie mogłam się od tej książki oderwać. Wywarła na mnie duże wrażenie. 

Jeżeli więc szukacie wartościowego utworu, który niekoniecznie wzruszy was i zaspokoi waszą romantyczną cząstkę, ale dreszczowca, który na pewno wciągnie i sprowokuje do wielu refleksji, jest to książka dla Was. Autorka momentami brutalnie ukazuje naszą smutną rzeczywistość, w której człowiek człowiekowi wilkiem. Prawo zresztą też. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: