wtorek, 29 listopada 2016

"Francuski piesek" - Marta Obuch



Ta książka to obowiązkowy punkt każdego menu. Mniam! 


"Francuski piesek" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Obuch i muszę Wam wyznać, że po lekturze tej książki zastanawiam się, jak to możliwe, że nie czytałam żadnej z jej poprzednich książek, ponieważ pokochałam prozę tej autorki już od pierwszego rozdziału. Język jest lekki, dowcipny, bohaterowie postrzeleni oraz szalenie zabawni, a fabuła... Cóż. Pędzi do przodu chyba z dwa razy szybciej od pendolino. I nie zwalnia ani na moment! Nawet nie zliczę, ile razy podczas czytania tej książki śmiałam się w głos i musiałam urywać twarz w poduszce, by nie pobudzić śpiących współlokatorek. 


Misia zostaje właścicielką uroczego domku i dużego ogrodu, ale musi zakasać rękawy i sama zająć się remontem. Niestety, jej ukochany jest zbyt zajęty pracą zawodową i miga się od pomocy. A może celowo szuka wymówek, by się do niej nie zabrać? Chętny jest za to nowy sąsiad Misi, Luk, wyśmienity kucharz, z pochodzenia Francuz, który prowadzi w Polsce swoją restaurację, oraz zwariowana przyjaciółka Misi - Zuza. Zuza też ma swoje zmartwienia, bo już po raz kilkunasty nie może zdać prawo jazdy. W wyniku frustracji schodzi więc na drogę przestępstwa, co pociąga za sobą prawdziwą lawinę zdarzeń. Jakby tego było mało, Michalina niespodziewanie przygarnia pod swój dach byłą kochankę swojego byłego męża i odtąd na Akacjowej zaczynają się dziać naprawdę dziwne rzeczy. Okazuje się,bowiem że nie tylko zdesperowana Zuza schodzi na drogę przestępstwa... Czyż opis fabuły nie brzmi zachęcająco? Musicie mi wierzyć, że zwariowani bohaterowie, szalone pomysły, kuchnia francuska oraz przestępcy i tajemnica starego domu w wydaniu Marty Obuch to mieszanka co najmniej pikantna! 

Jestem zachwycona tą książką, naprawdę i wybaczcie, ale nie wytknę jej żadnych wad. Miłość bowiem jest ślepa, a ja zakochałam się we "Francuskim piesku" na zabój. Listopad to taki trudny czas, w którym depresja i smutki czyhają na nas niemal na każdym rogu, dlatego z przyjemnością sięgam w tym okresie po komedie, a już zwłaszcza te kryminalne. Po lekturze "Francuskiego pieska" dochodzę do wniosku, że w tym roku nie mogłam dokonać lepszego wyboru by poprawić sobie humor - ta książka to prawdziwa petarda. Pomysły głównych bohaterek są tak zabawne, że niejednokrotnie bolał mnie brzuch (zwłaszcza rozbawił mnie motyw z niecodziennym wykorzystaniem cynamonu - wiecie, że ta przyprawa idealnie nadaje się do panierowania trupa?), język tak cięty, że aż zazdroszczę autorce jej błyskotliwych żarcików, a wątki związane z kolejnymi przestępstwami tak podkręcają akcję, że momentami zastanawiałam się, czy nie otworzyć okna - tak było gorąco. Rzadko zdarza się, żeby jakiś tytuł wzbudził we mnie aż taką sympatię, jak "Francuski piesek", dlatego polecam ją całym sercem. Uwielbiam Misię, Zuzę, Igłę, Marchewkę no i przede wszystkim najbardziej oryginalną ze wszystkich Ryszardę. Przy tej książce na pewno nie będziecie się nudzić. Podszkolicie swoją wiedzę odnośnie zakrzepicy, zakładania rajstop, konserwacji zwłok a nawet dowiecie się, jak skutecznie rozprawić się z pazernym ZUS-em. 

Za chwilę mamy grudzień, więc czuję się w obowiązku polecić Wam tę książkę również pod kątem zbliżających się świąt, bo już pewnie powoli zaczynacie szukać prezentów. "Francuski piesek" nada się idealnie  dla mamy, babci, cioci czy siostry kochającej dobrą, kobiecą, a przede wszystkim ZABAWNĄ literaturę. Ja chyba muszę szepnąć Mikołajowi słówko, że chętnie przeczytałabym poprzednie książki rzeczonej autorki. Fajnie by było, gdyby w święta brzuch nie bolał mnie tylko z obżarstwa, ale i śmiechu. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



poniedziałek, 21 listopada 2016

"Dom czwarty" - Katarzyna Puzyńska



Nie da się uciec przed przeszłością.
Zwłaszcza, gdy teraźniejszość sama w sobie jest niezwykle problematyczna. 


Seria o Lipowie, a dokładnie "Trzydziesta pierwsza" (trzeci tom), to książka, która sprawiła, że zaczęłam czytać kryminały. Ba! Niesamowicie to polubiłam, dlatego mam do książek Puzyńskiej wyjątkowy sentyment i z niecierpliwością czekam na następne. "Dom czwarty" jest już siódmym tomem bestsellerowej serii o Lipowie i zabrałam się za lekturę natychmiast, gdy tylko wpadła w moje ręce. (Napisałam to zdanie i przez chwilę się nad nim zamyśliłam. Już siódmy to? Naprawdę? Ależ trudno w to uwierzyć! Właśnie dlatego, za każdym razem, kiedy tylko widzę w zapowiedziach kolejną książkę autorki, nie mogę wysiedzieć z niecierpliwości.) Sięgając po kolejne tomy tej serii nie mogę wyzbyć się wrażenia, że wracam do rodzinnych stron albo chociaż podglądam bohaterów ulubionego serialu. Lipowo skradło moje serce. Jednak mimo tego, iż "Dom czwarty" jest już kolejnym tomem o policjantach z Lipowa, autorka nadal trzyma wysoki poziom. I czytelnika w napięciu przez całą książkę. 

Była policjantka Klementyna Kopp po czterdziestu latach wraca w rodzinne strony. Po telefonie od matki, mimo konfliktów rodzinnych, postanawia przyjrzeć się sprawie pewnego morderstwa, którego dokonano w okolicy. W drodze na miejsce Klementyna znika bez śladu, a na jej poszukiwania wyruszają policjanci i przyjaciele z Komendy Powiatowej w Brodnicy, Daniel, Emilia oraz Weronika. Mieszkańcy Złocin zgodnie twierdzą jednak, że zaginiona nigdy nie dotarła do miasteczka, ale aspirant Daniel Podgórski wkrótce odkrywa, że musiało być inaczej. W głowie policjantów powstają dwa pytania: dlaczego wszyscy kłamią i co tak naprawdę przydarzyło się Klementynie? Śledztwo z każdym kolejnym dniem wydaje się być coraz bardziej zagmatwane, a podejrzani mnożą się niesamowicie szybko. Czy podejrzanym powinien być ten, kto maluje tajemnicze graffiti z czarną szubienicą i podrzuca martwe ptaki? I jaki ma z tym wszystkim związek okrutna egzekucja dokonana nad jeziorem Bachotek w październiku 1939 roku?

To, co jest w moich oczach najbardziej wyrazistą i unikatową cechą książek Katarzyny Puzyńskiej, to bijący ze stron niepokój, groza oraz mrok. Żadna inna z autorek kryminałów nie potrafi wywołać we mnie tak silnego napięcia oraz gęsiej skórki na przedramionach podczas lektury oraz wciągnąć w wykreowany przez siebie świat do tego stopnia, że nie mam zamiaru rozstawać się z książką ani na chwilę, dopóki nie skończę. Tym razem miejscem akcji jest podupadające miasteczko ze starymi dworami otoczone wilgocią lasów i zapachem igliwia. To właśnie w tej pobudzającej wyobraźnię scenerii autorka ukrywa kolejną kryminalną intrygę i, tak jak w poprzednich częściach, robi to niesamowicie dobrze. Tym razem policjanci rozwiązują jednocześnie kilka różnych spraw, które, pozornie, niczym się nie łączą. Autorka świetnie buduje jednak napięcie - co i rusz podsyca w czytelniku wyczekiwanie, podrzucając kolejne wskazówki oraz nierozwikłane sekrety. Efekt wzmacniają krótkie, barwne rozdziały oraz ukazywanie wydarzeń z perspektywy różnych bohaterów. Jest to kolejna charakterystyczna cecha utworów Puzyńskiej, jednocześnie bardzo trafiony zabieg. 

"Dom czwarty", tak samo jak poprzednie utwory autorki, to jednak nie tylko kryminał, ale i utwór podszyty wyraźnie zarysowanym tłem obyczajowym pełnym obserwacji społecznych oraz licznymi wątkami z dziedziny psychologii. I tym razem mamy możliwość wniknięcia w mentalność ludzi żyjących w małej, zamkniętej społeczności, poznania ich zmartwień, radości oraz urazów z przeszłości, o których nie umieją zapomnieć. Przyglądamy się, jak bardzo destrukcyjna jest zemsta i do czego może prowadzić nieprzepracowana trauma oraz tłumiony w sobie żal. Przez całą fabułę mamy też możliwość obserwowania problemów ludzi, zmagających się ze stratą dziecka oraz zastanowić się nad tym, do czego skłonni jesteśmy w imię miłości. Jedynym minusem tej powieści jest w moich oczach nadużywanie przez jednego z policjantów, Daniela, wulgaryzmów. Przywykłam już, że bohaterowie Puzyńskiej co i rusz rzucają mięsem, ale tym razem było tego tak dużo, że czułam niesmak. 

Polecam "Dom czwarty" całym sercem i to nie tylko dlatego, iż fabuła rozgrywa się w okolicy moich rodzinnych stron. Książki Puzyńskiej czyta się migiem niezależnie od objętości. Te utwory mają unikatowy klimat i aż chce się wracać do znanych bohaterów oraz okolic Lipowa. Przeczytałam niedawno wypowiedź jednej z blogerek, która napisała, że chętnie przeczytałaby jakąś książkę Puzyńskiej nie będącą kolejną częścią serii, ale w żadnym wypadku się pod tym nie podpisuję. Chcę więcej kryminałów o policjantach z Lipowa. Dużo więcej! Kocham tę serię i nie mogę się doczekać kolejnej części.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


czwartek, 17 listopada 2016

"Wszystko co mam" - Katie Marsh



Co, jeśli chwila, w której on najbardziej cię potrzebuje,
okaże się chwilą, w której chciałaś od niego odejść? 

Hanna nie jest szczęśliwa w swoim małżeństwie. Prysnęła gdzieś towarzysząca zakochaniu magia, a na horyzoncie pojawił się inny mężczyzna. Po długiej walce z sama sobą, kobieta w końcu zbiera się na odwagę i zamierza  oświadczyć mężowi, że odchodzi. Tymczasem zastaje go leżącego na podłodze w sypialni, sparaliżowanego. Tom przeszedł udar, choć ma zaledwie 32 lata. Nie może chodzić, samodzielnie przygotować sobie posiłku ani pracować. Hanna jest przerażona, ale decyduje się odłożyć wszystkie plany na bok, by zająć się mężem. Dla Toma jest jednak jasne, że robi to tylko z litości. Długa rehabilitacja daje obojgu z małżonków mnóstwo czasu, by na nowo przyjrzeli się swojemu życiu. To prowadzi Toma tylko do jednego wniosku: będzie próbował ocalić swoje małżeństwo. Hanna jest miłością jego życia i nie zamierza pozwolić jej odejść. Tylko czy zdoła stać się tym samym mężczyzną, który niegdyś zauroczył Hannę? I czy Hanna zrezygnuje z wyczekanego, nowego życia, by na nowo zakochać się w Tomie?

Bardzo lubię książki klubu Kobiety to czytają. Każda z nich nie tylko porusza ważne społecznie tematy, ale też skłania do refleksji i zmusza do zastanowienia się nad sobą oraz własnym życiem. Książki z tego klubu to powieści mądre, dojrzałe, czasem smutne i wyciskające łzy. Każda z nich jest jednak wyjątkowa - niesie ponadczasowe przesłanie, zwraca uwagę na sprawy, o których czasem zapominamy i odznacza się magią. To dlatego od lat sięgam w ciemno po utwory sygnowane klubową naklejką. Jest ona swego rodzaju gwarantem dobrej, kobiecej literatury. Tak jest także w przypadku "Wszystko co mam". To piękny utwór o miłości ponad wszystko,  niesamowitym poświęceniu oraz rezygnacji z siebie na rzecz szczęścia kogoś innego. Płynie z niego także refleksja, że czasami nasze życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni i to w momentach, w których w ogóle się tego nie spodziewamy. I to tylko od nas zależy to, czy uda nam się te zmiany wykorzystać do czegoś dobrego, czy wręcz przeciwnie - spuścimy głowę zaprzepaszczając wszystko, co najlepsze. 

Przyznam, że jestem oczarowana stworzoną przez autorkę fabułą i po skończeniu "Wszystko co mam" przez kilka dni nie mogłam wyrzucić jej z głowy, a to chyba najlepsza z możliwych rekomendacji. Katie Marsh miała na tę książkę wspaniały, niesztampowy pomysł, który udało jej się wykorzystać w stu procentach - jej powieść wciąga i trzyma w niepewności. Już przedstawione w pierwszym rozdziale wydarzenia sprawiły, że nie miałam zamiaru rozstawać się z tą książką, dopóki nie poznam zakończenia. Po drodze do celu też czekały na mnie niespodzianki - ta książka to rollercoaster emocjonalny oraz wspaniałe studium ludzkiej psychiki. Autorka pokazuje nam zarówno to, co dzieje się w głowie Hanny, jak i to, w jaki sposób postrzega rzeczywistość zmagający się z chorobą Tom, dzięki czemu mamy pełen ogląd sytuacji . Stawia swoich bohaterów przed szeregiem trudnych wyborów i rzuca im kolejne kłody pod nogi. Testuje i sprawdza, na jak wiele wyrzeczeń zdecydują się w imię miłości. Jaki będzie finał? 

"Wszystko co mam" to jedna z piękniejszych opowieści o miłości, jakie czytałam. Nie jest to książka o pełnym uniesień zakochaniu, motylach w brzuchu i szaleństwie. To dojrzały utwór o prawdziwym uczuciu i dwójce ludzi, którzy niespodziewanie muszą zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. Gorąco wam go polecam - idealny na jesienne wieczory. Katie Marsh uświadamia nam, co tak naprawdę jest w życiu ważne. A przecież każdemu z nas przyda się czasem o tym przypomnieć. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:


piątek, 4 listopada 2016

"Behawiorysta" - Remigiusz Mróz


Każdy z nas chciałby wierzyć, że jest dobrym człowiekiem. 
Mało kto dopuszcza do siebie myśl, że tkwi w nim pierwiastek zła. 


Psychologowie wielokrotnie wykazali, że każdy człowiek jest zdolny do popełnienia zbrodni jeżeli tylko zajdą ku temu pewne warunki, czego najlepszym przykładem jest choćby doskonale znany eksperyment Milgrama czy symulacja więzienia profesora Zimbardo. Mimo przemawiających za tą tezą faktów, ludzie nadal zgodnie twierdzą, że poważnych przestępstw mogą dopuścić się jedynie zwyrodnialcy. To zrozumiałe. Statystyki nigdy nie dotyczą nas, ale tych wszystkich innych, anonimowych, którzy żyją dookoła. Ciężko jest wierzyć, że bylibyśmy w stanie wyrządzić komuś krzywdę,przecież to takie nieludzkie i abstrakcyjne. Uwielbiamy się wybielać.

Wyobraźmy sobie jednak, że któregoś dnia wchodzimy na stronę internetową, na której jednym kliknięciem możemy zdecydować o czyimś losie. Widzimy dwójkę ludzi i mamy moc wybrać, czy psychopata zastrzeli kilkuletnią, śmiertelnie chorą dziewczynkę czy kilkudziesięcioletnią matkę utrzymującą rodzinę. Internet pełen jest quizów czy gier, a stanie się Bogiem jest takie kuszące... Jednak to nie jest gra. Tysiące internautów na prośbę zabójcy bierze odpowiedzialność za czyjeś istnienie, na ułamek sekundy staje się panami życia i śmierci. A ty? Miałbyś odwagę wybrać i kliknąć? Umyłbyś ręce, czy poczułbyś się w obowiązku kogoś uratować? 

Jestem pewna, że w internecie znajduje się już szereg recenzji piejących nad "Behawiorystą" i kreacją Kompozytora, co oczywiście jest zrozumiałe, bo ta książka naprawdę wbija w fotel. Mróz kolejny raz porusza aktualne problemy społeczne, tworzy antagonistę-zwyrodnialca o niesamowitej psychice, wykorzystuje ciekawy motyw, jakim jest mowa ciała, umiejętnie buduje napięcie czy czyni miasto kolejnym bohaterem powieści, co, bez wątpienia, jest bardzo trafionym zabiegiem. Ja jednak (przez skrzywienie będące konsekwencją moich studiów) chciałabym zwrócić uwagę na coś innego, mianowicie, że "Behawiorysta" to brutalne, aczkolwiek nadal realistyczne, studium psychiki ludzkiej i bynajmniej nie chodzi mi o przestępcę, lecz głównego bohatera. Ta książka to nie tylko ukazanie trudnej do rozwiązania zagadki, lecz przejmująca opowieść o tym, że można złamać psychikę każdego, nawet najbardziej prawego człowieka i skłonić go do popełnienia czynów, o które nie posądzałby się w najśmielszych snach. "Behawiorysta" jest opisem przerażającej metamorfozy głównego bohatera, która, na dobrą sprawę, mogłaby zadziać się w przypadku każdego z nas, choć tak usilnie nie dopuszczamy do siebie tej myśli. Po przerzuceniu ostatniej strony przez kilka chwil trwałam w pełnym zadumy milczeniu, a w głowie miałam dwie myśli: jaka ta książka jest niesamowita i jak diabelsko prawdziwa. Przecież w każdym z nas tkwi bestia, wystarczy tylko wydobyć ją z mroku. 

Bardzo chciałabym bardziej pochylić się nad analizą portretu psychologicznego głównego bohatera, bo to w moim odczuciu szalenie ciekawa postać, lecz muszę powstrzymać się, żeby nie zaspoilerować fabuły. Zamiast tego zasygnalizuję jeszcze dwa interesujące, wyłaniające się z fabuły zjawiska, mianowicie poczucie anonimowości w sieci i rozproszenie odpowiedzialności.  Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że w XXI wieku ludzie spędzają w internecie niemal tyle samo czasu, co w świecie realnym. Mało tego, ten wirtualny jest pod wieloma względami o wiele ciekawszy i czują się w nim bezkarni. Kiedy siedzi się przed komputerem, życie wygląda inaczej. Gdyby internauci z książki stali na przeciw dwójki ludzi, być może nie mieli by odwagi nacisnąć spustu, ale co szkodzi im kliknąć? Przecież to tylko gra. Owszem, z fatalnym skutkiem, ale nikt ich nie rozliczy, pozostaną bezkarni. Ba, poczują się wybawcami. Skazując kogoś na śmierć uratują inne życie. Ludzie kochają kompleks wyższości i Mróz fantastycznie to zobrazował. 

Obawiam się, że jeszcze nigdy nie czytałam książki tak bardzo angażującej czytelnika i tak pełnej dylematów moralnych. "Behawiorysta" to jedna z tych książek, o których pamięta się przez dłuższy czas. Autor w stu procentach wykorzystał świetny, niesztampowy pomysł na fabułę, przez co nie sposób się od niej oderwać. To książka, która wciąga, obnaża mroki ludzkiej natury i prowokuje do licznych refleksji. Jeżeli miałabym wskazać na jakiejś jej minusy, to byłoby to jedynie zbyt częste lanie się krwi. Zdecydowana większość badań pokazuje, że ponad pięćdziesiąt procent czytelniczek to kobiety i obawiam się, że niektóre sceny są zdecydowanie ponad babską wrażliwość. Ale z drugiej strony, może gdyby ich zabrakło, ta książka nie byłaby aż tak przejmująca? 

Popłynęłam, ale "Behawiorysta" to świetny materiał do analizy przez psychologa, wierzcie mi ;)





środa, 2 listopada 2016

"Przyjaciele i rywale" - Agnieszka Krawczyk



Miłość nigdy nie jest zbrodnią. Miłość to miłość 
- nie kalkuluje i nie ocenia, po prostu dotyka ludzi, czy tego chcą, czy nie.


Prozę Agnieszki Krawczyk pokochałam wraz z momentem, w którym wpadła w moje ręce "Dolina mgieł i róż" z sagi o mieszkańcach Idy. Autorka zauroczyła mnie barwnymi opisami, bijącym od jej książek spokojem oraz swego rodzaju baśniowością. Po zakończeniu tamtego cyklu autorka rozpoczęła kolejną sagę pt. "Czary codzienności", rozgrywającą się w niewielkiej wsi u podnóża gór - Zmysłowie, opowieść o trzech siostrach. Pierwszy tom - "Siostry", niesamowicie przypadły mi do gustu, dlatego z nieudawaną przyjemnością sięgnęłam po drugi pt. "Przyjaciele i rywale". Cóż mogę powiedzieć? Ciśnie mi się na usta tylko jedno - Agnieszka Krawczyk trzyma poziom i niezmiennie nazywam ją jedną z moich ulubionych autorek literatury obyczajowej. 


Życie sióstr Niemirskich nieustannie się zmienia. Kierowana potrzebą odnalezienia ojca Tosi Agata coraz śmielej prowadzi swoje prywatne śledztwo, chce wyjaśnić tajemnicę sprzed lat. Wraz z pomocą Danieli i gburowatego Jakuba, Agata z każdym kolejnym dniem jest coraz bliżej rozwiązania zagadki. Tylko czy będzie to początek czegoś nowego i dobrego, czy wręcz przeciwnie – źródło poważnych kłopotów? Dodatkowo skomplikuje się nie tylko codzienne życie sióstr, ale i ich sprawy uczuciowe. Jak to bywa w życiu - niektóre związki się rozpadną, powstaną nowe. Do Zmysłowa zawita też niedająca się lubić Magda, a trzy siostry - ku wielkiemu niezadowoleniu - niespodziewanie zyskają wroga, który będzie tylko czekał, by rzucić im kłody pod nogi. Niebo nad Zmysłowem zasnują ciemne chmury, ale przecież siła tkwi w rodzinie. Tylko czy trzy siostry znajdą jej w sobie dość, by stawić czoła wszystkim przeciwnościom? 

"Przyjaciele i rywale", to, tak jak "Siostry", książka, której moim zdaniem z pewnością przypadnie do gustu wszystkim miłośniczkom powieści obyczajowej. Autorka nie tylko maluje słowem, ale także ukazuje czytelnikowi prawdziwy, małomiasteczkowy świat, zamykając go w ramach niezwykle przemyślanej i wciągającej powieści. Agnieszka Krawczyk z typowym dla siebie ciepłem i spokojem kontynuuje opowieść o bardzo sympatycznej patchworkowej rodzinie i całkowicie wciąga nas w wykreowaną przez siebie rzeczywistość. Mnogość bohaterów i poruszonych w "Czarach codzienności" wątków sprawiają, że możemy zapomnieć o nudzie. Razem z bohaterkami pragniemy dowiedzieć się kim jest ojciec Tosi, przesiadujemy w przydrożnej kawiarence czy obserwujemy zmieniające się światło padające na obrazy Ady, matki Agaty i Tosi, znanej malarki. 

Wielokrotnie pisałam już, że proza Agnieszki Krawczyk, choć autorka porusza w książkach liczne problemy, ma w sobie coś bajkowego i niesamowitego, co sprawia, że ciężko się od nich oderwać. Przy jej książkach się odpoczywa, nawet pomimo tego, że w "Przyjaciołach i rywalach" przeczytamy o niewyjaśnionych tajemnicach rodzinnych, nieszczęśliwych miłościach czy w końcu walce niewielkiej społeczności z inwestorem planującym wybudować w ich okolicy wielki resort wypoczynkowy. Agata i Daniela, podobnie jak i my, zmagają się z trudami dnia codziennego, lecz autorka wielokrotnie przypomina czytelnikowi, że nie ma takiego problemu, którego człowiek nie byłby w stanie pokonać mając u boku rodzinę i płynące z niej wsparcie.

Na rynek trafia wiele powieści obyczajowych, lecz te autorstwa Agnieszki Krawczyk mają w sobie to coś - są eleganckie, pełne dobra i wciągają. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom "Czarów codzienności", a Wam serdecznie polecam tę serię. Ja po książki tej autorki sięgam w ciemno i czuję się w obowiązku mówić o tym światu. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: