czwartek, 22 grudnia 2016

"Lampiony" - Katarzyna Bonda




Do triumfu zła wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.

"Lampiony" to moje pierwsze spotkanie z twórczością naszej Królowej Kryminałów, choć chyba nie ma w Polsce fana literatury, który nie słyszałby tego nazwiska. Przekonałam się do tego gatunku już jakiś czas temu, jednak sięgałam do tej pory po twórczość innych autorów, zarówno rodzimych jak i zagranicznych. Na lekturę "Lampionów" zdecydowałam się po spotkaniu autorskim z Katarzyną Bondą, na którym miałam przyjemność gościć w gdańskim Empiku. Chciałam posłuchać co autorka ma do powiedzenia o Łodzi i procesie powstawania tej książki i muszę powiedzieć, że po spotkaniu byłam pełna zapału do lektury. Słyszałam o książkach Bondy wiele dobrego i nie mogłam się doczekać by przekonać się, jakie naprawdę są jej powieści. Czy jestem usatysfakcjonowana? Odpowiem poniżej. 

"Lampiony" to trzecia część serii opowiadającej o profilerce Saszy Załuskiej (wcześniejsze: Okularnik, Pochłaniacz). Akcja powieści dzieje się w Łodzi, do której główna bohaterka zostaje wysłana by rozwikłać sprawę licznych podpaleń, z którymi nie mogą poradzić sobie tamtejsze służby. Poza pożarami znajdziemy jednak w tej książce jeszcze pobicia, wymuszanie i terroryzm. Kolejne portrety psychologiczne zbrodniarzy krok po kroku prowadzą Saszę do odkrycia mrocznej tajemnicy z własnej przeszłości, a hipnotyzująca Łódź, tajemnicze miasto, które nikomu, kto choć raz się w nim znalazł, nie da jej już o sobie zapomnieć. Sasza Załuska będzie musiała stawić czoła szalonemu podpalaczowi. Czy wyjdzie z tego cało? 

Prawdę mówiąc mam mieszane odczucia po lekturze tej książki, a wynikają one z moich wygórowanych oczekiwań co do lektury i pewnego schematu książek kryminalnych, do których przyzwyczaili mnie inni autorzy, w utworach których zaczytywałam się dotychczas. Choć w każdej z powieści kryminalnych, które czytałam, pojawiało się wyraźnie zarysowane tło społeczno-obyczajowe, to zbrodnia i trup grały tam główne skrzypce. U Bondy, przynajmniej w "Lampionach" jest inaczej. Mam wrażenie, że sprawa podpaleń jest jedynie tłem do ukazania łódzkiego społeczeństwa, jego mentalności i lokalnych problemów. Co za tym idzie, utwór jest bardziej statyczny niż dynamiczny. Dominują w nim liczne opisy, a akcja nie pędzi w tak szaleńczym tempie jak np. u Mroza czy Puzyńskiej. To było dla mnie spore zaskoczenie. "Lampiony" to nie jest książka, którą czyta się z zapartym tchem, ale powoli i z dogłębnym zrozumieniem przedstawianej problematyki. Bonda pozwala nam wniknąć w głowy swoich bohaterów i popatrzeć na Łódź ich oczami. Dzięki pogłębionemu resarchowi powieść jest do bólu realna i pewnie gdybym zabrała ją do Łodzi i przeszła się ulicami tego miasta, bez problemu trafiłabym do opisywanych miejsc. 

Nie będę rozpisywać się nad autentycznością bohaterów, uczynieniem miasta kolejnym bohaterem powieści czy stroną językową tej książki, bo od czasu premiery powiedziano o tym w mediach aż za dużo. Ze swojej strony mogę natomiast zapewnić, że gdy będę dysponowała wolnym czasem, sięgnę po poprzednie części tej serii i przeczytam "Czerwonego pająka", który będzie jej zwieńczeniem. 


Książkę możecie nabyć w księgarni taniaksiazka.pl (polecam)
A tutaj znajdziecie pakiet wszystkich trzech części serii: pakiet


środa, 7 grudnia 2016

"Emocjonalne SOS" - Guy Winch



Psychologiczna pierwsza pomoc w przypadku zranienia uczuć. 

Dziś o książce nietypowej, bo poradniku, nie powieści. Rzadko na moim blogu pojawiają się tego typu pozycje, jednak ze względu na uniwersalną, bliską nam kobietom tematykę oraz fakt, że jesień i zima to dość refleksyjny i zabarwiony smutkiem czas, postanowiłam wam ją przybliżyć. Czyta się ją szybko, płynnie i przyjemnie, a treść obfituje w liczne refleksje. Jest to raczej książka popularnonaukowa, niż psychologiczna, ale można dowiedzieć się z niej paru ciekawostek i jeśli naprawdę zagłębicie się w jej lekturę, powinna zaowocować ciekawymi wnioskami. A może nawet sprowokuje was do zmian? 

"Emocjonalne SOS" jest promowane jako książka dla tych, którzy pragną stać się bardziej odpornymi na zranienie. Ja dodałabym, że przeznaczona jest raczej dla kobiet, głównie tych, które zmagają się z problemami sercowymi. Autor podaje praktyczne sposoby radzenia sobie z odrzuceniem, poczuciem winy, porażką, stratą i innymi urazami psychologicznymi typowymi dla codzienności. Są one wpisane są w naturę życia tak samo, jak sporadyczne obtarcie łokcia. Jednak, podczas gdy zazwyczaj bandażujemy skaleczenie, czy robimy zimny okład na skręconą kostkę, tak nasza apteczka, jeśli chodzi o urazy emocjonalne, nie jest tylko niewystarczająco wyposażona – ona zwyczajnie nie istnieje. W każdym z kolejnych rozdziałów tej książki psycholog Guy Winch rozwija każdy z wymienionych wcześniej tematów, przedstawia mechanizmy ich działania oraz sugeruje, jak sobie z nimi poradzić -  wzmocnić poczucie własnej wartości oraz uwolnić się od urazów i zahamowań, które uniemożliwiają rozwój osobisty. 

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Spodziewałam się, że będzie pisana trochę bardziej naukowym językiem i zostanie w niej przedstawionych więcej badań psychologicznych, jednak mogły być to trochę wygórowane oczekiwania, ponieważ studiując psychologię raczej nie czytam poradników popularnonaukowych, ale książki naukowe. Teraz myślę sobie jednak, że to nawet lepiej, że książka jest napisana lekko i przystępnie - przez to zawarte w niej wnioski czy refleksje o wiele łatwiej dotrą do przeciętnego, nie związanego z tematem czytelnika, książka będzie wydawała się bliższa i bardziej dostępna niż gdyby była pisana naukowym żargonem. Wpływa na to również wybór zagadnień, które zdecydował się poruszyć autor. Chyba każdy w naszym życiu spotkał się z większością z nich i choć każdy z problemów finalnie musimy przepracować czy rozwiązać sami, żadna książka tego za nas nie zrobi, to wiele osób poszukuje wtedy pomocy, rad, sugestii czy nawet po prostu pocieszenia i to właśnie takim osobom podsunęłabym tę pozycję.  

Jeżeli macie w głowie osoby, które zmagają się ze smutkiem, żalem, poczuciem winy czy innymi wewnętrznymi zranieniami, to pozycja właśnie dla nich. Myślę, że wiele kobiet poszukuje tego typu pozycji. Idealnie sprawdzi się jako dodatek do świątecznych prezentów. Nie rozwiąże sprawy, jednak może pomóc, a często już samo wyciszenie się oraz zastanowienie nad problemem to krok milowy do odnalezienia szczęścia. 

Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie księgarni taniaksiazka.pl


niedziela, 4 grudnia 2016

"Spełnione marzenia" - Krystyna Mirek


Jak żyć, kiedy marzenia nie chcą się spełnić? Jak długo pielęgnować nadzieję? 
Czy pokrętny los da się oszukać?



"Spełnione marzenia" to trzecia i zarazem ostatnia część wspaniałej sagi rodzinnej pt. "Jabłoniowy sad", którą przez ostatnie miesiące mieliśmy przyjemność czytać dzięki autorce oraz wydawnictwu Filia. Pierwszy tym tej serii był nie tylko moim pierwszym kontaktem z bohaterami sagi, wielopokoleniową rodziną Zagórskich, ale też w ogóle twórczością Krystyny Mirek - pierwszym, a zarazem bardzo udanym. Po lekturze ostatniej części tej serii mam w sobie dwa uczucia: błogość, bo fabuła "Spełnionych marzeń" miała w sobie coś magicznego, oraz żal, że to już koniec podglądania losów bohaterów, z którymi zdążyłam porządnie się z żyć. 


W jabłoniowym sadzie na rozłożystych gałęziach znów kołyszą się dojrzewające owoce, na tarasie stoi wieczorna herbata, a wiatr szumi w tysiącach liści. Nie ma już burzy, w życiu zapanował spokój. A jednak nadchodzą wielkie zmiany. Tym razem po cichu, niepostrzeżenie. Dotyczą przede wszystkim Gabrysi, która wraz z mężem już od wielu lat bezskutecznie stara się o dziecko. Ma wrażenie, że próbowała już każdej metody - walczyła, poddała się, stawiała wszystko na jedną kartę, odpuszczała, omal nie straciła małżeństwa, ale wszystko na nic. Nie ucieknie im również Julia, młoda pani weterynarz, marząca o miłości. Obserwując co dzień pracującego naprzeciw byłego narzeczonego, skrycie marzy o miłości, która nie będzie jej ograniczała, ale pozwoli zachować wolność. Tylko czy spotkanie mężczyzny, który nie będzie chciał zamknąć jej w domu, jest w ogóle możliwe? Natomiast Maryla, najstarsza z sióstr, zmaga się z zazdrością wobec męża, którego dopiero udało jej się odzyskać. Myślała, że powrót do siebie po tym, jak ich drogi się rozeszły będzie o wiele łatwiejszy, niż jest w rzeczywistości. Przeszłość jednak nie  koniecznie daje o sobie zapomnieć. Wszystkie z sióstr, także układająca sobie życie w Warszawie Anielka, marzą o spełnieniu marzeń i zawzięcie szukają szczęścia. Ale może powinny nieco zwolnić i rozejrzeć się dookoła? Przecież szczęście czai się na mniej uczęszczanych ścieżkach, w stronę których nawet nie spoglądamy. 

Lubię klimat, który udało się stworzyć autorce we wszystkich częściach sagi - są one spokojne, pełne refleksji, na które zwykle nie mamy czasu, a przede wszystkim obfite w wiarę w ludzi oraz ich dobroć. To wszystko sprawia, że proza Mirek jest inna od tej, z którą zwykle mam kontakt i naprawdę przykro mi było przewracać ostatnią stronę tej książki. Podczas gdy wielu autorów stawia w swoich książkach na dynamiczną akcję, życie rodziny Zagórskich, choć nie jest wolne od problemów, płynie jakoś tak niespiesznie, zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Otwierając tę książkę nie mogłam wyzbyć się wrażenia, jakbym na chwilę przenosiła się do rodzinnego domu, z którego każda troska wygląda inaczej niż z perspektywy miejskiego pędu. Czytając książki Mirek niemal czuje się woń pieczonego ciasta, zapach dojrzewających jabłek, ale przede wszystkim unoszącą się w powietrzu miłość, którą darzą się wszyscy członkowie wykreowanej przez autorkę rodziny. To wszystko sprawia, że słowo, które już zawsze będzie mi się kojarzyło z tą sagą to magia. Tak. I to jedyna oraz niepodważalna, która może zaistnieć tylko w kochającej się rodzinie pełnej wzajemnego szacunku, troski oraz wsparcia. 

Pokuszę się o stwierdzenie, że Krystyna Mirek posiada rzadki talent do pisania o trudnych sprawach w sposób niezwykle prosty. Mimo, iż życie rodziny Zagórskich nie jest usłane różami - w tym tomie bohaterowie zmagają się z bezpłodnością, utratą najbliższych, samotnością, zdradą, zazdrością oraz nadszarpniętym zaufaniem, to "Spełnione marzenia" ani na chwilę nie przestają być książką przyjemną w odbiorze i odprężającą. Jak gdyby autorka ukazywała ludzkie troski z trochę niecodziennej perspektywy szepcząc między wersami, że szkoda marnować energię i nerwy na problemy, bo wszystkie je da się rozwiązać. Czasem szybciej, czasem powoli, ale każde marzenie może się spełnić. I to nie zawsze wtedy, kiedy byśmy się tego spodziewali. Wystarczy tylko nie stracić głowy i cieszyć się z tego, co mamy: zdrowia, dachu nad głową oraz potężnej siły płynącej z rodziny. Wszystko inne ułoży się samo. Niekiedy warto zatrzymać się w pędzie i cierpliwie poczekać. 

Polecam wam "Spełnione marzenia", podobnie jak i poprzednie części tej sagi. Książki Krystyny Mirek są niezwykłe - przypominają o wartościach, które zdają się trochę blaknąć we współczesnym świecie. Przywracają też wiarę w drugiego człowieka i wciągają do tego stopnia, że nie chce się ich kończyć. Po przewróceniu ostatniej strony tej lektury uśmiech na mojej twarzy przeplatał się ze smutkiem. Dlaczego wszystko, co dobre, tak szybko się kończy? 

Ze egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie portalowi ONACZYTA
oraz wydawnictwu: 







czwartek, 1 grudnia 2016

Wywiad z Magdą Stachulą


Magda Stachula, autorka "Idealnej" 


1.Witam serdecznie pani Magdo, jest mi niezwykle miło gościć Panią na swoim blogu. Pierwsze pytanie właściwie nasuwa się samo: Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem? I co było inspiracją do napisania „Idealnej”?
Od zawsze chciałam pisać. Dzieciństwo i czasy szkolne to było wymyślanie i zapisywanie różnych historii. W dorosłym życiu odłożyłam marzenia na dalszy plan. Studia, praca, dzieci, jednak zawsze czegoś mi brakowało i wiedziałam, że tym czymś jest pisanie.
I w końcu postanowiłam dać sobie szansę. Pewnego listopadowego popołudnia ubiegłego roku, odkryłam niezwykły praski tramwaj. Mazaci tramvaj ma za zadanie jeździć po mieście i naoliwiać tory, na końcu wagoniku zamontowana jest kamera HD, przez którą można obserwować miasto i jego mieszkańców. Jedno spojrzenie, ułamek sekundy i nagła myśl: to idealny temat na książkę, muszę to wykorzystać. Zamiłowaniem do web kamer obdarzyłam jedną z bohaterek, dodałam jej osobiste problemy i zaczęłam budować fabułę.

2. Jak wygląda u Pani proces tworzenia książki? Czy pisząc ma Pani jakiś ściśle ustalony plan, czy stawia na spontaniczność i pozwala bohaterom żyć własnym życiem?
Zaczynając pisać Idealną, miałam wstępny plan wydarzeń, pomysł na ciekawą według mnie historię, ale jeszcze nie wiedziałam, jakie będzie zakończenie. Uważam, że taki system pracy, gdzie wszystko nie jest z góry przesądzone i przewidziane jest bliższe prawdziwemu życiu, bardziej realistyczne. Jeśli ja nie wiem, co jutro spotka mojego bohatera, to trudno, żeby domyślił się tego Czytelnik. Skupiłam się na kreacji postaci. Wyobrażam sobie, jacy są moi bohaterowie, jak wyglądają, jakie mają zainteresowania, czego pragną, czego się boją. Jakie imiona pasowałyby do nich, miejsce zamieszkania, ubiór itd. Ważny był też dla mnie aspekt psychologiczny, ich wzajemne relacje, potrzeby i oczekiwania. Na początku wszystko działo się w mojej głowie, gdy już znałam wystarczająco dobrze Anitę, Adama, Martę i Eryka zaczęłam spisywać ich historię.

3. Pani książka wpisuje się w nowy nurt w literaturze, domestic noir. Można powiedzieć, że jest pani jego prekursorką w Polsce. Czy myślała Pani o tym pisząc „Idealną”?
Od początku chciałam, żeby to była powieść z dreszczykiem, sama lubię takie czytać, więc nie mogło być inaczej. Powieści w nurcie domestic noir tym różnią się od typowych thrillerów, że tu zagrożenie pochodzi od kogoś, kto jest nam bliski. Od osoby, której nie podejrzewamy o niecne zamiary, od kogoś, kogo wydaje nam się, że świetnie znamy, ale jak się ostatecznie okazuje, tylko wydaje. To przerażające, ale zarazem zastanawiające i godne uwagi. Myślę, że literatura w nurcie domestic noir cieszy się w ostatnim czasie tak dużym zainteresowaniem także dlatego, że kobiety potrzebują pokazania swojej mocnej strony. Nie interesują już je tylko bohaterki delikatne, kruche, uzależniające własne poczucie wartości od mężczyzny u boku, ale takie, które potrafią walczyć o swoje, być silne, zdeterminowane i skuteczne. A to, że wychodzi przy tym ciemna strona człowieka… któż jej nie ma? Chciałam pokazać, że takie historie mogą zdarzyć się wszędzie, nie tylko w Nowym Jorku czy Londynie, ale także na naszym rodzinnym podwórku. Uważam, że dla polskiego Czytelnika to dużo ciekawsze, jeśli akcja rozgrywa się w bliskiej i znajomej rzeczywistości, jeśli czyta o bohaterkach z Krakowa, którzy bywają w tych samych miejscach co my.

4. Podczas lektury Pani książki urzekła mnie kreacja portretów psychologicznych bohaterów. Bardzo realistycznie przedstawia Pani psychikę osób zmagających się z bezpłodnością. Skąd u Pani znajomość tego tematu?
Niestety z niepłodnością walkę toczy coraz więcej par i według statystyk z każdym rokiem ich liczba rośnie. Mogłam zaobserwować to wśród znajomych. Rozmowy, a nawet częściej ich brak, pokazał mi, jak ogromny jest to problem. Moja bohaterka, Anita, popada w pewnego rodzaju obłęd, chęć posiadania potomstwa i starania każdego miesiąca o dziecko dominują jej życie. Robi praktycznie wszystko, a mimo to wciąż się nie udaje, ta bezradność ją przerasta. Choć jak potem się dowiadujemy, tutaj powód jest zupełnie inny niż u większości starających się par, ale takie samo rozgoryczenie i frustracja. Chciałam pokazać jak trudny i ważny jest to temat i że pozory często mylą, nie zawsze za wyborem braku potomstwa, stoi świadoma decyzja rodziców i nietaktowne pytanie są dla tych osób bolesne, trzeba mieć to na uwadze.

5. Który z bohaterów „Idealnej” jest Pani najbliższy? Łatwiej tworzyło się Pani postać Marty, czy Anity? A może któregoś z bohaterów męskich?
Najbardziej polubiłam Eryka. Bardzo przyjemnie kreowało mi się tę postać. Artystyczna dusza, ciekawa osobowość, niebanalny ubiór i wygląd. Choć nie wiem czy on polubiłby mnie, za to, w jakim ostatecznie położeniu go zostawiłam ;)

6. Jak to jest pisać książkę o tak, można powiedzieć, mrocznym klimacie? Czy udzielały się Pani emocje bohaterów?
Starałam się być bardzo empatyczna i pisząc, naprawdę żyłam ich życiem. Kiedy zamykałam komputer i jechałam po dziecko do przedszkola w mojej głowie cały czas byli moi bohaterowie, ich myśli, pragnienia, naprawdę musiałam zamknąć oczy i powiedzieć sobie: na dziś już koniec, zostaw ich, teraz pojedziesz do przedszkola, potem zakupy itd. Ciężko było mi się oderwać od świata, który stworzyłam.

7. Co jest dla Pani najważniejsze podczas pisania książek? Co wyróżnia książki Stachuli spośród tysięcy innych?
Bardzo chciałabym, aby coś wyróżniało moje książki z tysiąca innych, myślę, że każdy autor do tego dąży. Jednak pisząc, nie zastanawiam się, co to będzie, po prostu opowiadam historię we własnym stylu. Przede wszystkim zależy mi, aby książka trzymała w napięciu, aby wszystko nie było oczywiste od pierwszych stron i ufam magi suspensu. Zależy mi, aby zaprosić Czytelnika do gry, aby angażował się w życie bohaterów, aby analizował, przewidywał, dociekał i ostatecznie był usatysfakcjonowany zakończeniem.

8. Pisząc „Idealną” bardzo wysoko postawiła sobie Pani poprzeczkę. Napisałam w swojej recenzji, że to najlepsza polska powieść, jaką przeczytałam w tym roku i podtrzymuję tę opinię. Czy nie boi się Pani, że pisząc kolejne nie dorówna sukcesowi „Idealnej”?
Bardzo dziękuję za takie wyróżnienie. Piszą Idealną kompletnie nie myślałam, że stawiam sobie wysoko poprzeczkę, tak jak powiedziałam, miałam w głowie historię i opowiedziałam ją w swoim stylu. Oczywiście chciałam, żeby książka była bardzo dobra, aby spełniła wszystkie warunki trzymającego w napięciu thrillera, aby spodobała się Czytelnikom, a najpierw Wydawcy. Wiadomo, że debiutant stoi przed trudnym zadaniem, musi przekonać do siebie Wydawnictwo, przy tak ogromnej konkurencji nikt nie da szansy słabej książce. Cieszę się, że zadebiutowałam właśnie Idealną, zawsze będzie szczególna w moim życiu, bo pierwsza i zawsze będą pojawiać się porównania, tak już jest, jestem tego świadoma. Jednak teraz piszę nową historię, z nowymi bohaterami i mam nadzieję, że również zostanie ona dobrze przyjęta przez Czytelników. Nie zastanawiam się czy dorówna sukcesowi Idealnej, wiadomo, debiut rządzi się swoimi prawami. Mnie zależy na dostarczeniu Czytelnikowi kolejnej ciekawej historii, opowiedzianej w dobrym stylu.

9. Jak to jest być pisarką? Co zmieniło się w Pani życiu od czasu wydania „Idealnej”?
Wszystko i nic :) Nadal jestem tą samą osobą, wychodzę codziennie rano z domu i idę pisać, po południu jadę do przedszkola i jestem do końca dnia mamą, identyczny schemat jak w tamtym roku, gdy pisałam Idealną. Jednak jest też zupełnie inaczej, wiem, że to, co robię podoba się ludziom, dostaję dużo maili od Czytelników, jeżdżę na targi książki, spotkania autorskie. To już się stało, spełniłam swoje marzenie, jestem pisarką.

10. Bardzo dziękuję za rozmowę i poświęcony czas. Życzę Pani kolejnych sukcesów literackich i pomysłów na nowe, wspaniałe książki. Pozdrawiam serdecznie.
Dziękuję.