środa, 18 stycznia 2017

"Jak gdybyś tańczyła" - Diane Chamberlain




Są autorzy, których książki trafiają do mnie w punkt i do takich właśnie autorek zalicza się Diane Chamberlain. Nie wiem, czy wiecie, ale poza byciem pisarką jest ona również psychoterapeutką specjalizującą się w pracy z młodzieżą, co oznacza, że łączy mnie z nią nie tylko pasja do książek, ale także zamiłowanie do psychologii systemowej i wnikania w głowy ludzi o wiele głębiej, niż inni. W każdej z książek Chamberlain dostrzegam interesującą mnie problematykę, co sprawia, że trudno mi odkładać je bez dobrnięcia do końca. Z nieukrywaną przyjemnością sięgnęłam po właśnie wydaną przez wydawnictwo Prószyński i Ska książkę "Jak gdybyś tańczyła". Jestem usatysfakcjonowana lekturą. 

Molly ma fajne życie, w którym brakuje tylko jednego: dziecka. Choć od kilku lat starają się z mężem o potomstwo, nie przynosi to oczekiwanego skutku, więc w końcu decydują się na adopcję. Proces kwalifikujący na rodziców adopcyjnych jest jednak długi i żmudny, a przy okazji budzi w Molly wiele wątpliwości oraz uśpione wspomnienia związane z domem rodzinnym, od których przez lata próbowała się odciąć. Dwadzieścia lat wcześniej w tragicznych okolicznościach straciła ukochanego ojca. Kłamstwa, którymi raczyli ją po tym wydarzeniu najbliżsi sprawiły, że odeszła z domu i udawała sierotę. Teraz musi wyznać mężowi, że jej matka wcale nie umarła na raka, a jej krewni wciąż mieszkają w Morrison Ridge, małej miejscowości w Karolinie Północnej. Co więcej, Molly ma dwie matki – adopcyjną i biologiczną i obie nigdy o niej nie zapomniały. Molly boi się teraz, że wyznanie prawdy przekreśli jej największe marzenie, by zostać matką i  zrujnuje jej małżeństwo. Skoro chce adoptować dziecko musi jednak znaleźć sposób, by pogodzić się ze swoją przeszłością i uwierzyć w przyszłość. Tylko zdoła wybaczyć bliskim wyrządzone jej krzywdy? 

"Jak gdybyś tańczyła" to wyjątkowa i trzymająca w napięciu opowieść o rodzinnych sekretach, które dorośli skrywają przed dzieckiem łudząc się, że te ich nie dostrzega. Autorka już od pierwszych stron podsyca w nas ciekawość i głód poznania opowiadanej przez siebie historii, w czym bezapelacyjnie jest mistrzynią i nie raz udowodniła to już w swoich książkach. Fabuła toczy się dwutorowo - z jednej strony poznajemy rozterki dorosłej Molly, która stara się o dziecko i boi się, czy podoła nowej roli życiowej, a z drugiej mamy możliwość wniknięcia w głowę kilkunastoletniej dziewczyny, która dopiero wchodzi w dorosły świat, ale nie jest tak niewinnym dzieckiem, jak wydaje się wszystkim dookoła. Ukazanie wydarzeń z dwóch perspektyw czasowych jest w przypadku tej powieści niezwykle udanym zabiegiem - pozwala nam spojrzeć holistycznie na to, co wydarzyło się i nadal dzieje w życiu głównej bohaterki oraz przekonać się, że pomimo upływu czasu tak wiele się w nas nie zmienia, a zadry z przeszłości nie znikają tak łatwo. 

"Jak gdybyś tańczyła" jest też opowieścią o tym, co dzieje się w głowach rodziców adopcyjnych oraz dzieci, które żyją w takich rodzinach. Przyznam, że jest to jeden z moich ulubionych tematów w psychologii i dlatego wspaniale czytało mi się jej książkę. Chamberlain popisuje się swoją wiedzą w smaczny i przyjemny w odbiorze sposób. Pokazuje, że macierzyństwo to nie tylko radość i szczęście, ale także szereg niepokojów, zmartwień i trosk, zwłaszcza, gdy kobietom przychodzi wychować dziecko, którego nie nosiły pod piersią, a wcześniej musiały pogodzić się z faktem, iż nigdy nie będą w ciąży, albo nawet i straciły już jakieś dziecko w wyniku poronienia. To temat niezwykle trudny, w dodatku, wydaje mi się, rzadko poruszany w literaturze kobiecej. Dobrze mi było zetknąć się z nim na kartach książki, podobnie zresztą, jak z wątkiem pobocznym, który ukazuje funkcjonowanie rodziny z niepełnosprawnym członkiem. Dzięki podjętej problematyce śmiało możemy wrzucić tę powieść do rubryczki: powieść aktywna społecznie - nie tylko relaksuje, ale i uczy. 

Chamberlain jest świetną pisarką, dlatego nie będę rozwodziła się nad kreacją bohaterów, językiem, ani budową fabuły. To nazwisko jest marką i to światowej sławy. Nie zawiedziecie się sięgając zarówno po "Jak gdybyś tańczyła", jak i po pozostałe książki autorki. Polecam je Wam z całego serca - to kawał dobrej literatury kobiecej. Ba. Nie tylko dobrej - najlepszej. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


11 komentarzy:

  1. Literatura kobieca jest bardzo niedoceniana w świecie krytyków czy literaturoznawców. Dobrze, że czytelnicy wiedzą, co dobre. Czasem liczba nagród wcale nie świadczy o poziomie książki :P Całe szczęście, że pisarze wiedzą, że ufać trzeba czytelnikom - jeśli się sprzedaje, to znaczy, że jest dobra :D Pozdrawiam i wracam do czytania! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sięgając pamięcią wstecz, już od naprawdę dłuższego czasu po blogosferze krąży to nazwisko, a ja do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z twórczością tej autorki. Oj, trzeba nadrabiać!

    Pozdrawiam,
    http://faaantasyworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli lubisz literaturę kobiecą z nutkami psychologii, na pewno się nie rozczarujesz :)

      Usuń
  3. Już zapoznałam się z priórem tej autorki, u mnie równeiż trafia w punkt - punkt emocji. Tę książkę róenież będę musiała przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znałam wcześniej tej autorki, ale gdy tylko przeczytałam że "wnika w głowy ludzi o wiele głębiej, niż inni" - zainteresowała mnie i to bardzo. Uwielbiam książki w których są dobrze zbudowane portrety psychologiczne bohaterów i sądzę że tematyka tej książki również przypadłaby mi do gustu, będę brała tą autorkę pod uwagę przy kolejnej wizycie w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diane Chamberlain potrafi bardzo nienachalnie emanować swoją wiedzą psychologiczną. Podejmuje nieoczywiste, często kontrowersyjne tematy, ale ukazuje je subtelnie :) Polecam :)

      Usuń
  5. Po tylu dobrych recenzjach w końcu sięgnęłam po Chamberlain i w sumie się z lekka rozczarowałam. Padło na Chcę cię usłyszeć i liczyłam na niesamowity dramat, a dostałam w sumie mocną obyczajówkę (czego nie lubię). Cały początek mnie wynudził, a i w trakcie miejscami wiało nudą.
    Może po prostu trafiłam na gorszą książkę, ale jakoś zniechęciłam się do tego nazwiska i pewnie prędko po inną jej książkę nie sięgnę.
    Nie mniej recenzja treściwa i miła w odbiorze. ;)

    Pozdrawiam,
    Koneko z recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie "Chcę cię usłyszeć" to najlepsza książka w dorobku Chamberlain. To nie są dramaty i wydaje mi się, że przekaz okładkowy jest jasny, ale widać można się pomylić :) Studiuję psychologię i to, jak autorka ukazuje pewne zjawiska w "Chcę cię usłyszeć" do tej pory zwala mnie z nóg, naprawdę. No ale jak powszechnie wiadomo gusta są różne, nie każdemu musi się podobać i ja to szanuję :) Pozdrowienia!

      Usuń
  6. Do tej pory nie czytałam żadnej powieści Chamberlain, ale myślę, że dobrze było zacząć od tej, ponieważ upewniłam się, że autorka potrafi pisać bardzo wzruszająco i jednocześnie brutalne. Poza tym świetnie gra na emocjach ;)
    Zapraszam do siebie na odrobinę nietypową recenzję:
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń