piątek, 3 lutego 2017

"To, co najważniejsze" - S. Young


Czy byłbyś w stanie całkowicie zmienić swoje życie w imię miłości?

Lubię książki Samanthy Young. Jest to szkocka autorka, a odkryłam jej twórczość gdy na naszym rynku ukazywała się seria On Dublin Street, a dokładnie "Sztuka uwodzenia", w której zakochałam się od pierwszych stron i od tamtej pory z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tytułów, które wyjdą spod pióra tej autorki. Gdy więc jakiś czas temu na księgarniane półki trafiła najnowsza książka Young, "To, co najważniejsze", natychmiast zabrałam się za lekturę. Jakie są moje wrażenia? O tym poniżej. 

Jessica Huntington jest lekarką, która pracuje w więzieniu dla kobiet i choć spełnia się w swojej pracy, czegoś jej w życiu brakuje. Któregoś dnia znajduje w więziennej bibliotece książkę, a w niej kilka starych, pożółkłych już listów. Popychana ciekawością czyta ich treść, a ta porusza ją do tego stopnia, że Jessica decyduje się odnaleźć adresata i dostarczyć mu przesyłkę, która nigdy nie trafiła w jego ręce. Tak trafia do Hartwell, małego, urokliwego miasteczka z malowniczą promenadą, pięknymi widokami i jeszcze piękniejszym mężczyzną, który niespodziewanie staje na jej drodze i służy pomocą. Cooper od kilku lat prowadzi bar przy promenadzie i zmaga się z nachalną byłą żoną, jednak gdy tylko Jessica odwiedza jego bar, wie, że będzie w stanie oddać tej kobiecie serce. Tylko czy ona odwzajemni jego uczucie? I czy przekona ją do tego, by porzuciła pracę w więzieniu i przeniosła się do Hartwell? Życie pisze przecież czasem własne scenariusze... 

Prawdę mówiąc, choć "To, co najważniejsze" to bez wątpienia dobra książka i pochłonęłam ją w dwa wieczory, to spodziewałam się czegoś więcej. Pisząc serię "On Dublin Street" Samantha Young dość wysoko postawiła sobie poprzeczkę i jej najnowsza książka wypada na tle poprzednich tytułów raczej blado, a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. W poprzednich książkach nieustannie coś się działo. Lektura była porywająca już od pierwszych stron, bohaterowie wzbudzali niesamowitą sympatię, a ich losy śledziło się z zapartym tchem co i rusz uśmiechając się do ucha. "To, co najważniejsze" nie wzbudziło we mnie podobych emocji. Przeczytałam tę książkę i nie odbiła się w mojej głośnym echem, jak chociażby "Cofnąć czas" czy "Ostatnia szansa".  Nie chcę przez to powiedzieć, że to zła pozycja, bo czyta się ją naprawdę dobrze i miło spędziłam z nią wieczór, ale czegoś mi w niej zabrakło. Bohaterowie byli wyraziści i dopracowani, jednak ich związek nieco mdły, problemy banalne i miałam wrażenie, że wyszukane przez autorkę trochę na siłę, a zagadka z przeszłości, którą skrywa Jess, niczym mnie nie zaskoczyła, a wręcz przeciwnie - była słaba. Mam pewien niedosyt.

Nie chcę jednak skupiać się tylko na wadach tego utworu, dlatego dodam, że Young nie zawiodła chociaż w przypadku unikalnego klimatu, jakim emanują jej książki. Tym razem opisuje nadmorskie miasteczko z otoczoną sklepikami promenadą oraz małe, zamknięte społeczeństwo, którego członkowie uwielbiają ploteczki i znają wszystkie swoje sekrety. Czytając tę książkę bardzo łatwo wyobrazić sobie plażę, a chwilami niemal czuje się na twarzy smagający wiatr czy wilgotny piasek pod stopami.  Pod tym względem jestem czytelniczo usatysfakcjonowana. 

Czy polecam "To, co najważniejsze"? Tak. Mój niedosyt nie wynika z faktu, że to zła lektura, ale z tego, że znając poprzednie, wspaniałe książki autorki, liczyłam na coś więcej. Nie mniej jednak nie uważam czasu spędzonego na czytaniu tego utworu za stracony. To przyjemna w odbiorze pozycja dla kobiet, po prostu zabrakło mi w niej fajerwerków. 




2 komentarze:

  1. W takim razie skoro nie znam twórczości tej autorki, to chętnie na pierwszy raz sięgnę po "To, co najważniejsze". :)

    OdpowiedzUsuń