piątek, 26 maja 2017

"Matka mojej córki" - Magdalena Majcher


Wzruszająca opowieść o rodzinnych tajemnicach
oraz sile matczynej miłości.


"Matka mojej córki" jest trzecią powieścią Magdaleny Majcher, która trafiła do moich rąk. Pomimo średnio lubianej przeze mnie tematyki - nie przepadam za książkami o macierzyństwie, po lekturze "Stanu nie! błogosławionego" nie miałam najmniejszych wątpliwości, że powieść przypadnie mi do gustu. Zabrałam się za lekturę kilka dni po tym, jak wgrałam książkę na czytnik i pochłonęłam ją w dwa dni. I powiem tak... Spodziewałam się, że Magda pokaże w tym utworze jeszcze więcej umiejętności, niż w poprzednich, ale nie sądziłam, że "Matka mojej córki" spodoba mi się aż tak bardzo. 

Nina jest kobietą sukcesu. Pracuje na kierowniczym stanowisku i ma poukładane życie. Niespodziewany telefon sprawia jednak, że musi powrócić do rodzinnej Czeladzi i bliskich, od których niegdyś postanowiła się odciąć. Uśpione emocje zaczynają odżywać, na jaw wychodzą kolejne rodzinne kłamstwa, a  Nina powoli przestaje być pewna, czy podjęte w młodości decyzje związane z oddaniem dziecka do adopcji były słuszne. Tylko czy po kilkunastu latach da się naprawić popełnione niegdyś błędy? 

Magdalena Majcher ma wyjątkowy talent do pisania o macierzyństwie i sprawach, które dotyczą kobiet. W swojej najnowszej powieści kolejny raz udowadnia, że rozumie kobiety stojące w obliczu poważnych, trudnych  dylematów moralnych, ba, mało tego, pisze o tym z takim wyczuciem i finezją, że jej książki czyta się lekko i przyjemnie. W "Matce mojej córki" autorka bardzo sprawnie porusza temat nastoletniego macierzyństwa, bezdzietności oraz adopcji. Przemyślana i dobrze skonstruowana fabuła - poznajemy jednocześnie dorosłą Ninę oraz Ninę nastolatkę - pozwala czytelnikowi bardzo głęboko wniknąć w głowy opisywanych bohaterek i w pewnym sensie nawet postawić się w ich miejscu. Poznając historię Niny nie da się bowiem wyzbyć z głowy pytania: co ja zrobiłabym w tej sytuacji. I tak, jak w innym przypadku mogłoby to być męczące, tak tutaj jest potrzebne i ważne.

 "Matka mojej córki" to bez wątpienia warta uwagi pozycja z gatunku literatury aktywnej społecznie. Magdalena Majcher pisze dojrzale i z wyczuciem. Starannie przygotowuje się do poruszanych przez siebie tematów i stroni od tak bardzo powszechnej w literaturze kobiecej "cukierkowości". Mimo wszystko trafia do kobiecych serc oraz porusza. Jestem pewna, że znajdzie się wiele kobiet, które dostrzegą w postaci Niny albo jej matki część siebie. Polecam.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorce oraz wydawnictwu Pascal.



środa, 10 maja 2017

"Zielarnia nad Sekwaną" - Liliana Fabisińska


A gdyby na twoim biurku 
pojawił się nagle opłacony bilet do Paryża? 

"Zielarnia nad Sekwaną" to trzeci tom świetnej serii Liliany Fabisińskiej - "Jak pies z kotem". Polubiłam wykreowane bohaterki już podczas lektury "Sanatorium pod Zegarem" i od tamtej  pory z niecierpliwością wyczekiwałam, by dowiedzieć się, co tam u nich słychać. Z ulubiony seriami jest bowiem trochę jak z serialami - człowiek z niecierpliwością czeka na kolejny odcinek, a potem odtwarza go w kółko, bo szkoda mu rozstawać się z bohaterami. W moim przypadku tak właśnie było z "Zielarnią na Sekwaną". Chociaż pochłonęłam ją w dwa dni, potem wracałam do zaznaczonych fragmentów. I pewnie jeszcze zrobię to nie raz. 

Nasze ulubione bohaterki, Nina i Natalia, znów pakują się w kłopoty. Tym razem jednak nie w Ciechocinku czy na Helu, ale międzynarodowo, bo w Paryżu. Dostarczony do Niny nieoczekiwanie bilet w różowej kopercie bez nazwiska nadawcy, uruchamia lawinę zdarzeń. Chociaż wyjazd miał okazać się niespodzianką, przynosi tylko kłopoty. Nina trafia do paryskiego więzienia, a nagranie wideo wskazuje ją bez cienia wątpliwości jako bezwzględną morderczynię. Zaniepokojona Natalia rusza jej na pomoc... i trafia w sam środek historii, o której od pięćdziesięciu lat bardzo stara się zapomnieć. Jak na najbardziej niedobrane przyjaciółki w historii przystało, obie kobiety angażują się w prywatne śledztwo, za nic mając współpracę z policją. A to wszystko  otoczone jest krzykami kłócących się siostrzyczek Drop oraz doprawione soczystą nutą szaleństwa... 

Podczas lektury "Zielarni nad Sekawaną", podobnie, jak podczas czytania poprzednich części tej serii, nie ma mowy o nudzie. Liliana Fabisińska po raz kolejny udowadnia, że jest specjalistką od tworzenia dynamicznej, wciągającej fabuły, która pędzi na łeb na szyję co kilka stron wywołując zdziwienie na twarzy czytelnika. Oczywiście poza zdziwieniem, jest także uśmiech. Perypetie Natalii i Niny również tym razem nie jeden raz doprowadziły mnie do wybuchu śmiechu. Te dwie są tak szalonymi i wyrazistymi postaciami, że niejednego ponuraka doprowadziłyby do bólu brzucha. Zwłaszcza, gdy na horyzoncie pojawia się były narzeczony Niny, a ta biega za nim po Paryżu w samych piżamach nakrytych płaszczem.

"Zielarnia pod Sekawaną" jest w moim odczuciu wspaniałym zwieńczeniem całej serii. Chciałam napisać, że to najlepszy tom, ale wszystkie zapewniły mi dobrą zabawę, więc powstrzymam się przed tym określeniem. Zamiast tego napiszę, że smutno mi będzie bez wyczekiwania na następne części przygód Natalii i Niny. Nowoczesna staruszka i stateczna, młoda bizneswoman zyskały moją sympatię już od pierwszych stron pierwszej części. Podobają mi się też płynące z te serii przesłania. Po pierwsze, że przyjaźń nie zna ograniczeń wiekowych i niezależnie od tego, ile mamy lat, możemy przejawiać o wiele więcej, niż odrobinę szaleństwa, a po drugie, że w biedzie możemy liczyć tylko na przyjaciół. Tych prawdziwych, oczywiście. Bo ci przyszywani uciekną gdzie pieprz rośnie, nim tylko zdążymy o nich pomyśleć. 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję ONA CZYTA oraz Wydawnictwu Filia.