poniedziałek, 20 marca 2017

Co czytam w marcu?

Dziś kolejny post z cyklu "Co czytam w...", a w nim szereg smakowitych, wydawniczych nowości, wobec których nie mogłam przejść obojętnie. 

Niedawno pisałam o "Trąf, trąf, misia bela" Dagmary Andryki - link do recenzji: tutaj. Czekałam na ten kryminał odkąd tylko pochłonęłam rewelacyjny debiut autorki, "Tysiąc". Bezapelacyjnie jest to pozycja numer jeden dla wszystkich miłośników książek kryminalnych zagadek o rozbudowanym tle społeczno-obyczajowym i wspaniałej kreacji portretów psychologicznych bohaterów.

Miłośnikom komedii polecam przezabawną, choć nieco odrealnioną (ale takie przecież powinny być komedie romantyczne) powieść: "Mów mi Katastrofa" Magdaleny Wali. Napisałam w okładkowym blurbie, że jest to niezwykle zabawna i romantyczna powieść, podczas lektury której uśmiech nie schodził mi z ust i zdanie to podtrzymuje. Będziecie wzdychać podczas tych bardziej romantycznych scen i śmiać się w głos z poszukiwań ojca dziecka pewnej nierozgarniętej nastolatki - gwarantuję. Premiera 29 marca, bądźcie czujni. 

Nie mogłam również nie pokusić się o lekturę "Komy" Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak oraz Wojciecha Chmielarza. Jest to powieść oparta o dobrze znany motyw z Romea i Julii, jestem już w połowie książki i jestem czytelniczo usatysfakcjonowana. Nawet nie tyle samą fabułą, choć książka wciąga, ale przepięknym językiem i licznymi sentencjami, które aż chciałoby się przykleić sobie na ścianę. Lubię, gdy książki wzbudzają we mnie refleksje, ta jest pod tym względem naprawdę super. (Swoją drogą piękna okładka, prawda? Ale to już chyba cecha charakterystyczna wydawnictwa Filia.)

Żaden książkoholik nie może też przejść obojętnie obok najnowszej książki Remigiusza Mroza - "Inwigilacji". Autor nie byłby sobą, gdyby nie namieszał w życiu Chyłki i Oryńskiego, dlatego przygotujcie się na liczne emocje i zwroty akcji. O samej fabule nie piszę, bo wiadomo - jest przemyślana i dopracowana, ale już chyba wszyscy mrozomaniacy do tego przywykli. Czyta się świetnie, jest świetna - polecam, więcej mówić nie trzeba.  Jak zawsze będziecie tylko wściekli za zakończenie. Jak można urwać książkę w takim momencie? Ech. 

Na koniec, aczkolwiek wcale nie najgorsza ani najmniej ważna, "Rodzina O." Ewy Madeyskiej, reklamowana jako pierwszy polski serial literacki. Brzmi intrygująco, prawda? Właśnie dlatego skusiłam się na tę książkę i już czeka na stosiku przy łóżku. Podobno jest interesująca, sama jeszcze nie sprawdziłam, więc na tę chwilę mogę jedynie wierzyć  rekomendacjom innych. Jestem bardzo ciekawa rodziny Opolskich i trupów, które skrywają w szafie - w tym wypadku chyba tylko metaforycznie, ale i dobrze. Ile można czytać tych kryminałów? ;) 


A co Wy czytacie w marcu? I czy znacie którąś z wymienionych przeze mnie pozycji? Jestem bardzo ciekawa, dajcie znać w komentarzach, może się zainspiruję. 

sobota, 18 marca 2017

Czytaj, a zestarzejesz się z klasą.


W najbliższym czasie szykuje mi się kilka spotkań z młodzieżą gimnazjalną i licealną (zresztą kolejnych już), podczas których będę opowiadała o swojej przygodzie z książkami, ale też i  z czytaniem w ogóle. Zwykle zachęcam tych młodych ludzi do sięgania po książki i podsuwam im ciekawe pozycje, na które warto zwrócić uwagę, ale tak sobie pomyślałam, że mój przyszły zawód zobowiązuje i powinnam opowiadać tej młodzieży również o wpływie czytania na mózg. Postanowiłam więc zgłębić wiedzę na ten temat, żeby trochę biednych uczniów postraszyć i wiecie co? Nieczytający mają strasznie ubogie życie, wiadomo, ale przyszłość która ich czeka… Cóż. Starość ludzi, którzy nie czytają książek, naprawdę nie jawi się w jasnym barwach. Wręcz przeciwnie.

Poza tym, że czytanie wpływa na naszą inteligencję emocjonalną (rozumienie stanów emocjonalnych swoich i cudzych oraz zdolność adekwatnego reagowania do sytuacji), poprawia nasze samopoczucie (jeśli np. czytamy jakiś cudowny romans), wzmaga empatię (rozumienie emocji ale i umiejętność wczuwania się w to, co przeżywa druga osoba), uczy, wzbogaca słownik, pobudza wyobraźnię, to również spowalnia zaburzenia wielu funkcji poznawczych w późniejszym wieku – co musi być szalenie ciekawe z punktu widzenia nie tylko psychologów, ale i innych badaczy zajmujących się mózgiem. Naukowcy z Chicago przebadali swego czasu około 300 osób. Najpierw kwestionariuszowo, żeby dowiedzieć się, ile czytają i jak funkcjonują poznawczo, a pośmiertnie nawet  przebadano im mózgi szukając przede wszystkim ubytków mogących świadczyć o np. demencji, czy  innych zaburzeniach funkcji poznawczych. Wyniki tych badań są zaskakujące – u osób, które dużo czytały (w artykule, który znalazłam nie była podana konkretna liczba książek), tempo zaniku pamięci było wolniejsze o ok. 30% niż u osób, które nie czytały książek. Dla kontrastu – istnieją liczne badania potwierdzające, że długie oglądanie telewizji lub ślęczenie przed komputerem zabija nasze szare komórki tworząc, dosłownie, dziury w mózgu, a tym samym osłabiając naszą pamięć, czy koncentrację.

Śmiało można więc wysnuć wniosek, że współczesne społeczeństwo dąży do autodestrukcji. Zamiast czytać oglądamy migające na ekranach obrazki. A czytanie nie jest wcale bolesne! Nie zazdroszczę więc pokoleniu, które będzie opiekowało się nami na starość. Ani trochę. Szkoda tylko, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł przepisywanie książek na receptę w ramach profilaktyki walki z demencją czy Alzheimerem. Kto wie, może coś by to pomogło? Zaszkodzić na pewno by nie zaszkodziło. 

piątek, 17 marca 2017

"Trąf, trąf, misia bela" - Dagmara Andryka



A w jaki sposób ty umrzesz? 

Po rewelacyjnym debiucie Dagmary Andryki niemal siedziałam jak na szpilkach w oczekiwaniu na jej kolejną powieść. Gdy więc tylko dowiedziałam się o "Trąf, trąf, misia bela", natychmiast podzieliłam się tą informacją z zaczytanymi znajomymi, a w dniu premiery rzuciłam się na tę powieść tak, jak tylko wygłodniały książkoholik rzucić się może. Nie mogłam doczekać się, co tym razem spotka Martę Witecką oraz zagadki kryminalnej przygotowanej dla czytelnika przez autorkę. Czy po wspaniałym debiucie, jaki był "Tysiąc", "Trąf, trąf, misia bela" spełniła moje wygórowane oczekiwania? 

Marta Witecka odnosi sukces po publikacji książki opartej na historii miasteczka Mille i chętnie wyjeżdża na spotkania autorskie zorganizowane przez wydawcę. Na jednym z nich zaczepia ją czytelniczka, która prosi o pomoc w rozwiązaniu zagadki śmierci jej przyjaciół. Marta sceptycznie podchodzi do tego pomysłu, jednak po poznaniu pewnych faktów, które ujawnia jej Anna i śmierci kolejnych osób z jej otoczenia, postanawia rozpocząć dziennikarskie śledztwo. Prowadzi ono do wydarzeń sprzed trzydziestu lat, kiedy na obozie sportowym w Trzciance zawiązało się bractwo młodych sportowców, które szybko stało się swego rodzaju elitą. Każde z dzieciaków chciał należeć do tego wyjątkowego grona, jednak członkowie bractwa strzegli swoich granic i łączącej ich więzi. Spędzając wieczory na drewnianym pomoście, rozmawiali godzinami − szeptali o swoich głęboko skrywanych tajemnicach, składali przysięgi lojalności, grali w gry, które czasem przynosiły im mnóstwo śmiechu, a czasem… No właśnie. Czyżby śmierć kolejnych członków bractwa była związana z pewną wyliczanką, która z czasem przerodziła się w wiszącą nad nimi klątwę? 

Dagmara Andryka po raz kolejny udowadnia, że jest urodzona do pisania powieści kryminalnych o mocno rozbudowanym tle społeczno-obyczajowym. Tak samo, jak byłam zachwycona jej debiutanckim "Tysiącem", tak samo zafascynowała mnie zagadka związana z dziecięcą wyliczanką, która niespodziewanie ściągnęła nieszczęście na powtarzające jej słowa nastolatki. Zaczęłam czytać tę powieść w pociągu i omal nie przegapiłam stacji, na której miałam wysiąść, bo wykreowany świat pochłonął mnie tak bardzo, że na chwilę utknęłam w zupełnie innej czasoprzestrzeni - w świecie, w którym niewinna zabawa przynosi drastyczne skutki, a skrywane skrzętnie urazy niespodziewanie wychodzą na światło dzienne, wywracając tym samym do góry nogami życie bohaterów. Odżywają tajemnice z przeszłości, o których pewne osoby bardzo chciałyby zapomnieć, a wszystko to ukazane jest przez autorkę taki sposób, że w pewnym momencie czytelnik zaczyna wątpić w to, czy rzeczywiście w śmierć członków bractwa zamieszany jest ktoś z zewnątrz, czy przyczyną zgonów jest klątwa. Dagmara Andryka już drugi raz odnosi się w swojej twórczości do motywu swego rodzaju sił nadprzyrodzonych, których nie da się wyjaśnić i muszę przyznać, że i tym razem wychodzi jej to bardzo dobrze. Zwodzi czytelnika za nos niemal do samego końca, jakby "Trąf, trąf, misia bela" nie była jej drugą powieścią, ale co najmniej dziesiątą. 

Jednak poza pełną tajemnic i niedomówień intrygą kryminalną i mrocznym klimatem utworu, na uznanie zasługuje w moich przede wszystkim łatwość, z jaką autorka ukazuje pewne mechanizmy rządzące ludźmi, społeczeństwem, oraz fenomenalna (w tym wypadku nie jest żadną przesadą użycie właśnie tego słowa) kreacja bohaterów. Tym razem autorka podejmuje się ukazania tego, jak duży wpływ na to, kim jesteśmy w dorosłości ma nasze środowisko, w którym dorastaliśmy oraz rodzina pochodzenia, a także tego, jak bardzo urazy z przeszłości zatruwają nam życie. Nawet, jeżeli wydaje nam się, że pogodziliśmy się z pewnymi traumami i przepracowaliśmy te emocje, mogą one odżyć nawet po kilkudziesięciu latach (tak zwany efekt śpiocha) i być przyczyną zachowań, o które nigdy byśmy się nie posądzali. Zemsta nigdy nie jest jednak najlepszym rozwiązaniem, ale czasem popycha nas ku skrajnościom i wydaje mi się, że właśnie to jest główną lekcją płynącą z tej książki. Urazy i traumy należy przepracowywać, a nie dusić w sobie, bo ani się obejrzymy, a zniszczą one zarówno nas, jak i naszych bliskich. Chciałabym wskazać historię któregoś z bohaterów, która poruszyła mnie najbardziej, ale chyba nie umiem. Zarówno Anna Kleynocka, nieudolna matka i silna bizneswoman, jaki i kochający pieniądze Filip, niezaradny życiowo Paweł czy silna i arogancka Pola - wszyscy zasługują na uwagę i chwilę refleksji. Każda z ich historii jest dopracowana i wnosi coś nowego do książki. Mam wrażenie, że po lekturze mogłabym każdego z nich zanalizować jako odrębny przypadek psychologiczny - każdy jest materiałem na odrębne studium przypadku, co świadczy tylko o jednym -ta książka jest naprawdę dobra, a Dagmara Andryka powinna nałogowo pisać książki. Już teraz nie mam najmniejszych wątpliwości, że sięgnę po każdą kolejną, która tylko wyjdzie spod jej pióra. 

Jeżeli więc szukacie książki pełnej emocji i tajemnic, o bardzo bogatym tle społeczno-obyczajowym oraz z wyraziście wykreowanymi bohaterami z krwi i kości, to pozycja właśnie dla was. Autorka ukazuje, ja niszczą człowieka: z jednej strony - władza i poczucie wyższości, a z drugiej poczucie winy, wstydu i traumy, od których próbuje się uciekać. Jestem wielką fanką prozy Dagmary Andryki i bardzo polecam Wam tę książkę - to oryginalna, niezwykle uzdolniona autorka, która wprowadza coś nowego na nasz rynek czytelniczy. Kiedyś będzie o niej naprawdę głośno, zobaczycie ;)



Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu: 




poniedziałek, 6 marca 2017

"Był sobie pies" - W. Bruce Cameron



Najbardziej pomerdana historia,
jaką czytałeś! 

Gdy byłam jakiś czas temu w kinie, zobaczyłam zwiastun "Był sobie pies" i natychmiast zapragnęłam ją przeczytać. Nie dlatego, że jestem jakąś straszną psiarą, ale ponieważ pokazanie świata z perspektywy psa, nie człowieka, wydało mi się bardzo pomysłową, oryginalną narracją. Kilka dni później, dzięki księgarni taniaksiazka.pl książka była już u mnie i spędziłam z nią dwa fantastyczne i pełne wzruszeń wieczory. Choć nie od razu wciągnęłam się w lekturę, teraz polecam tę książkę każdej koleżance. 

Bailey to piesek, który z początku wydaje się być taki sam, jak inne. Uwielbia bawić się z innymi szczeniakami i lubi być głaskany przez ludzi. Jednak przychodzi taki moment, który prawdziwie go szokuje – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego kundla odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę kilkuletniego chłopca Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego psiaka. Bailey uwielbia bawić się z Ethanem, ich wspólne wycieczki i spanie w jednym łóżko. Jednak życie u tej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Po śmierci ponownie odradza się w postaci kolejnego psa i ma do wykonania kolejną misję. A potem jeszcze jedną i kolejną... Był sobie pies to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas. Każda istota na ziemi urodziła się z misją, a wszystkie psy idą do nieba. No chyba, że mają niedokończone sprawy na ziemi...

Wiem, że ta historia wydaje się być nieco zwariowana i są osoby, które podchodzą do niej sceptycznie. W końcu co ciekawego może mieć nam do powiedzenia pies? To takie infantylne... Prawdę mówiąc, dopóki nie zobaczyłam w kinie zwiastunu filmu, też miałam w głowie podobne wątpliwości. Gdy zaczęłam czytać, natychmiast poszły one w niepamięć. Naprawdę już dawno nie czytałam tak uroczej, zabawnej i wywołującej uśmiech książki, która jednocześnie sprawiłabym, że kilkukrotnie (w moim wypadku aż trzy razy!) czytałabym ją, roniąc łzy. Piękna przyjaźń między czworonogiem i człowiekiem, jak i poświecenie, na które Bailey jest zdolny, by ratować bliskich, sprawiają, że to książka, o której nie da się szybko zapomnieć. Jest w tej opowieści coś niezwykłego, chwytającego za serce. 

Jeśli chodzi o stronę językową, to "Był sobie pies" czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Książka napisana jest prostym językiem, a fabuła jest dynamiczna i wciąga. Nie ma tu długich, nudnych opisów, a dialogi są  wiarygodne. Najciekawszy jest dla mnie oczywiście pomysł autora na nietypową narrację. Ukazanie świata z perspektywy psa na pewno nie należało do najłatwiejszych, ale sposób, w jaki Bailey postrzega relacje i pewne zachowania ludzi, jest momentami tak rozczulający, że usta same unosiły mi się w uśmiechu. 

Jestem bardzo zadowolona, że przeczytałam tę książkę. No oryginalna pozycja i stanowiła miłą odskocznię od tytułów, które zwykle czytam. Nie jestem jakąś wielką psiarą, ale nie sposób nie polubić Baileya. To historia o pięknej przyjaźni i o tym, że każde życie ma sens. Polecam Wam ją, na pewno się nie rozczarujecie.

Książkę warto zamówić w księgarni taniaksiazka.pl. Jest dostępna ze sporym rabatem i na pewno będzie u was w przeciągu kilku dni - link.